02.10.2008 Varanassi – przyjazd

/, Wyjazd/02.10.2008 Varanassi – przyjazd

02.10.2008 Varanassi – przyjazd

 

23 wieczór. Właściwie noc. Ciemno jest już od trzech godzin, kierowca jedzie jak szaleniec. ociera pot z czoła po wyprzedzaniu na siedemnastego… Powoli oczom naszym ukazuje się cywilizacja. W sensie światła, domy ogrom ludzi. Rany! Jesteśmy na miejscu. Prawdę powiedziawszy mamy już dość. Tyłek boli od siedzenia, uszy i głowa od muzyki, gorąco niemłosiernie mimo klimy. Iść do hotelu, pod prysznic, to jedyne marzenie. Sonu zatrzymuje samochód i gdacze coś do lokalesa. Lokales odpowiedział i pojechaliśmy dalej. Mijamy ogrom autokarów, ciężarówek wypełnionych pielgrzymami. Kolorowe korowody ciągnął się cały czas przy drodze. Kolejny lokales i zmiana kierunku. Następne skrzyżowanie, kolejny lokales i zawracamy. I tak przez kolejną godzinę. Gdy dotarliśmy do mostu, stwierdziliśmy, że to musi być Ganges. Dobrze, że jedziemy w tą stronę, bo w drugą przez cały most i dalej dalej ciągnie się korek ciężarówek, nie ma możliwości przejechać. Komuś z nas wpadła do głowy myśl, że za mostem kolejny lokales powie nam, że to jest po drugiej stronie mostu. To był makabryczny dowcip, wcale, ale to wcale nie śmieszny. Myślę, że to mógł powiedzieć Lipek ;]

Przejechaliśmy za mostem jeszcze z 10km i napotkaliśmy drogowskaz na Kalkutę… To dało do myślenia naszemu kierowcy, który zatrzymał się przy patrolu wojskowym. Tu język był bardziej zrozumiały, pytał się o jakiś garnizon. Ok, niech będzie. garnizon kantyna cy coś takiego. Około 1 w nocy błądząc po zaułkach miasta, dojechaliśmy pod hotel. Co prawda nie wspominaliśmy, że chcemy do tego hotelu, ale czemu nie, wejdziemy zobaczymy. Postanowiłem zostać w samochodzie, poszukać w naszej biblii czegoś na temat tego miejsca. Nawet znalazłem – był określany jako średni. Po chwili wróciła reszta ekipy. 650rs za noc chcą od nas, za pokój 2 osobowy. Nie jest to co prawda tragedia, bo to koło 35pln za noc, ale przecież w naszej biblii jest napisane, że są tu hotele tańsze. A i ten daleko jest. Dyskusja wewnętrzna trwała w najlepsze, gdy przyszedł pan i powiedział 550. Jednak zwyciężyła opcja, że daleko będziemy mieli rano więc Sonu rad nie rad musiał zapakować się w samochód. Została mu zaprezentowana mapa, gdzie ma jechać. Uuuu mapa… popatrzył na to z kilku stron powiedział ok no problem i ruszył. Oczywiście już na pierwszym skrzyżowaniu skręcił nie tam gdzie trzeba, ale zaczeliśmy się przyzwyczajać. Po pewnym czasie jednak dojechaliśmy prawie na miejsce. Napaliliśmy się na guesthouse Ganga. Czyste pokoje i tanio ma także dają jedzenie. Kilkaset metrów przez nim zatrzymali nas bohaterowie narodowi czy jak oni tam się nazywają – starsi ludzie, z brytyjskimi karabinami powtarzalnymi z pierwszej wojny światowej, obwieszeni medalami. Dalej nie pojedziecie, dalej zakaz, dalej STOP, dalej NIE NIE NIE. Wydelegowany zostałem ja i Iwona. Ruszyliśmy za naszym kierowcą pilnując kieszeni, telefonu, siebie nawzajem. Godzina 2 w nocy a na ulicy tłum ludzi. Faceci idący w parach czy większej ilości za ręce, sprzedawcy. Gwar niesamowity. Doszliśmy do celu i… zamknięte. U… niedobrze. Kolejny hotel zamknięty, na dole uzbrojony strażnik, ale wpuszczają nas na górę. 2 pokoje na 2 osoby poprosimy. Recepcjonista ledwo na oczy patrząc zagląda do swej wielkiej księgi czyta ją trzy razy, w jedną i drugą stronę, przekręca odwrotnie, czyta ponownie i oznajmia, że nie ma miejsc. Kolejny hotel to samo. W międzyczasie dostrzegam w rynsztoku szczura wielkości naszego kota. EEEEgzotyyyyka ;]

Dotarliśmy do kolejnego hotelu. Nazwa jego mi gdzieś umknęła w mrokach dziejów, Iwona dostała reklamówkę jego, ale nie oddała mi, zła kobieta. W każdym razie zostaliśmy zaciągnięci w jakiś zaułek, następnie po schodach na górę. Na schodach były takie czarne robale. Jak to karaluchy, to Nina mnie zabije, a wcześniej ucieknie z krzykiem pomyślałem. Iwona dzielnie przeskakiwała pomiędzy robalami i dotarliśmy do śpiącego portiera. Po kilku szturnięciach obudzi się i zaprowadził do na pokoje. na 2 piętrze i na 3 oglądaliśmy. Całkiem fajnie wyglądały, kamień, ładne meble… i zero najmniejszego robaka, sprawdziłem za łóżkiem i w łazience. Pokoje z „klimatyzacją” po 530 bez klimy z wiatrakiem za 450. Blisko do gath, więc może być. Powiedzieliśmy, że idziemy po resztę ludzi i chyba tu zostajemy. Okazało się, że można tu wjechać i nawet mają swój parking podziemny! Kulturka. Gdy doszliśmy do samochodu, dostrzegliśmy koło niego tłum ludzi i kilka świętych krów, a w środku blade twarze Niny i Grześka. Ponoś krowy ich chciały zaatakować. Znaczy się podchodziły blisko. Przekazaliśmy wszystko co wiedzieliśmy i został hotel zaakceptowany. Nawet z  robakami. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy tam, gdzie jest zakaz wjazdu. I teraz ciekawostka. Droga jest szerokości samochodu + jakieś 1,5 metra. Na wolnej przestrzeni są kramiki. I teraz trzeba dość długim jednak samochodem skręcić o 90 stopni i wjechać w uliczkę taką, że składać trzeba lusterka. Udało się do Sonu za 362 razem, przesunąwszy bokiem samochodu kramik, robiąc sobie ładną szramę na lakierze i doprowadzając do pasji kilkanaście osób. Wchodząc na górę, uznaliśmy że to nie karaluchy tylko świerszcze. Karaluchy są bardziej okrągłe. W takim wypadku można się z nimi zaprzyjaźnić. Okazało się, że pokoje na 3 piętrze, te niby z klimą, to ściema, bo to nie klima tylko też wentylator. W takim razie wzieliśmy za 450 pokoje na 2 piętrze i poszliśmy się wypakować. PRYSZNIC! Rozebrawszy się Nina wskoczyła pod niego i nagle do mych uszu dobiegł dziwny odgłos bulgotania. To Nina wydawała takie odgłosy, chyba oznaczały zdziwienie. Zrozumiałem to dopiero, gdy sam poszedłem pod prysznic. Okazało się, że z prysznica leci 5 małych strumyczków wody, każdy w inną stronę. Gdy brałem prysznic, znalazłem sobie zabawę: ustawić prysznic tak, żeby na raz leciało do ubikacji, zlewu, na mnie , na korytarz i na lustro. Po kilku minutach ćwiczeń dało się ;]

Gdy Nina brała prysznic, nagl zgasło światło. Czytając relacje, wiedzielismy, że nie jest to nic dziwnego, więc nie zdziwiliśmy się. Nagle rozległo się pukanie do drzwi. To zestresowany Lipek przyszedł zapytać, czy u nas jest prąd, bo Iwona przełączyła coś i nagle wszystko zgasło. Zasugerowaliśmy, żeby popatrzył przez okno i wyjaśniliśmy problemy z prądem – oczyszczalnie ścieków pobierają tyle prądu, że czasami dla miasta nie wystarcza – wtedy np na 2 godziny jest wyłączany prąd w mieście. Uspokojony Grzesiek poszedł spać, my uczyniliśmy podobnie…

update Nina:

Z hotelu zaproponowanego przez Sonu (nazwa Surya) rezygnowaliśmy również z tego powodu, że mogliśmy zostać tam tylko 1 noc. Ponieważ plan zakladał 2 noclegi w Varanasi oznaczało to, że o godz. 12 musielibyśmy wymeldować się i poszukać nowego hotelu. Chcielismy sie wyspać, a nie ganiac z bagażami, mieć wszystko pod nosem i tanio dlatego też pojechaliśmy szukać czegoś innego.

Ponadto w nocy podczas kąpieli Adama sięgając do kosmetyczki skaleczyłam się o maszynkę do golenia. Było to jedno z moich gorszych przeżyć w Indiach. Skaleczyć się w najbrudniejszym mieście! Moją panikę zakończył Adam robiąc z mojego palca ładną „kukiełkę”, pod którą nie dostał się żaden brud. Do operacji została wykorzystana m.in woda utleniona w żelu, która sprawdziła sie doskonale.  A co do palca – zagoił się naprawdę szybko (być może przysłużyła mu się indyjska wilgoć) i obecniej nie ma śladu po zdarzeniu.

By | 2016-12-18T22:32:37+00:00 Październik 2nd, 2008|Indie, Wyjazd|0 Comments

About the Author:

Szaman IT, zmuszony przez rodzinę do dokumentowania ich szalonych pomysłów. Z charakteru domator - z przymusu - szwędacz.

Leave A Comment