04.10.2008 Khajuraho

///04.10.2008 Khajuraho

04.10.2008 Khajuraho

Otworzyłem oczy. kolejny dzień i dalej żyjemy. Co ciekawsze, jest pogańska godzina a w sumie nawet przytomni jesteśmy. W sumie nawet się wyspaliśmy, co nas lekko zdziwiło. Do rzeczy. Znaczy się wstaliśmy, umyliśmy się i zapłaciliśmy za hotel. Check out był o 10 więc spakowaliśmy się i zaciągnęliśmy bagaże do jeepa. Coś okołozołądkowego zaczęło nam doskwierać więc postanowiliśmy zwiedzić lokalną jadłodajnię. Była blisko i pewnie nazywała sie Ganesha, ale to Nina się dogrzebie do rachunków i znajdzie. Może. Ja tu jestem od poezji, prozy wina i śpiewu, a ona od szarej rzeczywistości. ktoś musi, prawda?
Wciągneliśmy się ochoczo na 1 pięterko restauracji, dość obskurnymi schodami i ukazał nam się widok jadłodajni z lat 70. No ciut a nie taka z misia, tylko misek nie było, znaczy cywilizacja.
Cośmy tam nabrali nie pomnę – to znów Niny zadanie wygrzebać i naklikać – zdaje się tosty różnorakie, na przykład z pomidorem i serem – wyśmienite.
Mam ścieśniać, bo coś przydługa się relacja robi a i przydługo powstaje, więc przenieśmy akcję w niedaleką przyszłość. Tup Tup tup poczłapaliśmy w stronę pierwszych świątyń. Znaczy właśnie nie poczłapaliśmy tylko nasz kierownik nas zawiózł, na wyraźne nasze życzenie a wbrew jego wyraźnej chęci. Przełamaliśmy jednak jego opory i udaliśmy się pod bramę. No… ładnie ładnie, z daleka widać że całkiem ślicznie tu. Wybiegliśmy z jeepa świńskim truchtem w stronę bramy, aby zakupić bileciki. czynność ta została dokonana i zostaliśmy zaczepieni przez „jedynego koncesjonowanego przewodnika rządowego”. Czy jakoś tak. Jeszcze kilku takich się kręciło, ale że mu z oczu dobrze patrzyło, przeszliśmy do targów. 500. Nie, no co ty, za 500 to my możemy ho ho ho! Ale to rządowa cena wyskoczył przewodnik. rządowa trądowa, nie kłam nam tu, bo w Looney Planet pisze, że to 250. Nie no poszły ceny w górę, inflacja, kryzys, dzieci płaczą i takie tam. jasne. 400 albo spadaj, Nie będziemy się dalej targować, szkoda czasu. Oczywiście zgodził się bez namysłu.
Weszliśmy przez bramę do innego świata. Za wejściem stoi napis, że to światowe dziedzictwo UNESCO i że dbaja o to, i że my też mamy dbać coby kolejne pokolenia tez miały co oglądać. Ok, w sumie nie przeszkadzają mi kolejne pokolenia, pod warunkiem, że nie kopia mnie w kostkę albo portfela nie wyrywają, mogę dbać.
Zostaliśmy zaciagnięci do pierwszej kapliczki. Świetny pomysł, bo słońce już było wysoko i dawało o sobie znać, a pod kamiennym dachem jakoś człek się czuł lepiej.

182

Okazało się, że byliśmy w świątyni poświęconej Wisznu. A konkretnie Jego trzeciemu awatarowi – dzikowi.
Z tego co pamiętam, pierwszym awatarem Wisznu była ryba – Matsja która uratowała przodka rasy ludzkiej. Kolejnym awatarem był żółw – Kurma. następnie dzik Waraha. Czwartym zaś był człowiek lew – Narasimha, który zabił straszliwego demona. Podobnie kolejny awatar – karzeł Wamana który znów ratował świat przed demoniszczami paskudnymi. Szósty był Rama – Paraszurama. Kolejnym zaś znów Rama – tym razem jako wojownik. Potem Kryszna i Budda. Jeszcze ma nadejść Kalikin ale kiedy tego nie wie nikt, jednak jak nadejdzie będzie to koniec naszej ery i początek nowej. Ma położyć kres zepsuciu, aczkolwiek chyba nie chciałbym tego oglądać. Jeszcze mam kilka rzeczy do zrobienia przedtem.

181

My tu gadu gadu, przewodnik opowiada, ja tu streszczam opowiadania, a tu czas ruszać dalej.

Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie przy posągu Wisznu i można iść dalej. Przewodnik zabrał mi aparat i poinformował, że mu zaraz ptaszek wyleci. Chyba jego. W moim aparacie nie ma ptaszków.  Potem odczekał aż już nie miałem siły wciągać brzucha i zrobił zdjęcie. Ech życie…

183

Następnie Udaliśmy się do kolejnej świątynii, oddalonej od poprzedniej o jakieś 100m i zasiedliśmy przed wejściem. Tu nastąpiły kolejne tłumaczenia historii tego miejsca. Z ciekawostek które mi się zapamiętały, była opowieść o odnalezieniu świątyń przez brytyjskiego oficera, który określił je jako piękne, acz z nadmierną śmiałością erotyczną. Dlatego też część rzeźb jest zniszczona w ramach cenzury.

184

Nawet ktoś się zlitował i mi zdjęcie zrobił:

185

Ok, wiem wiem, oglądacie ten wpis i czekacie, kiedy pojawią się zdjęcia z ciekawymi pozycjami, nagimi kobietami i innymi takimi. Umieszczę je tu i teraz, bo stracicie zapał albo przewiniecie w dół, a nie o to przecież chyba chodzi.

186

190

192

Na razie musi wystarczyć, teraz musicie się skupić bo będzie trudno. Mianowicie świątynie te powstawały mniej więcej od 950 do 1050 roku. To wtedy, gdy w Polsce był chrzest trochę wcześniej myszy zjadły Popiela, ale już mniej więcej Mieszko I był. Dla przypomnienia grody nasze wspaniałe były budowane  z drewna i tak jakby cywilizacyjnie byliśmy kilkaset lat za Indiami. teraz odnośnie rzeźb. Istnieje kilka teorii ( spiskowych? ) przedstawiających przyczynę powstania tak śmiałych nawet jak na dzisiejsze czasy dzieł. jedna z nich głosi, że było to coś w rodzaju sporej wielkości podręcznika Kamasutry. Inna teoria głosi, że zaspokojenie potrzeb cielesnych zapobiega złym duchom oraz zapewnia zbawienie ( Nina – jak to będziesz czytała, to to jest ważne – zapamiętaj to sobie! :} ). Ostatnia z przedstawionych nam teorii, najmniej mnie przekonująca była teoria, że był to obraz świata widziany oczyma artystów. Jakoś nie przekonuje mnie to.

193

194

Jakoś dziwnie świątynie te przypominały nam budowle Majów – inny koniec świata czas podobny… zastanawiające prawda?

195

Ok, było trochę historii, to teraz będzie kilka zdjęć, by zawiesić oko

196

198

200

Prawdę powiedziawszy robi wrażenie. Obeszliśmy kilka świątyń dokoła, zostaliśmy poinformowani ze szczegółami co kto z kim i jak. Na przykład w przekładzie dowolnym – „Pan nie chciał pani więc pani znalazła konia i ten koń okazał się znacznie większy od pana i pani była zadowolona” i temu podobne kwiatki.  następnie udaliśmy się do baru znajdującego się pośrodku i w cieniu drzew piliśmy colę i inne napoje ( 50 rs za puszkę, ale była wspaniale zimna )

201

Nasz przewodnik siedział z nami zabawiał nas różnymi historyjkami, dowcipami z długą brodą i opowieściami o swym życiu. Z ciekawszych rzeczy na które zwróciliśmy uwagę:

– Nie, w Indiach nie ma już kast, już nie istnieją

– A co oznacza ta czerwona kropka na Twoim czole?

– A, bo ja jestem braminem, pochodzę z najwyższej kasty, codziennie jak zakończę modły to maluje sobie taka na czole, to oznaka bramina.

No to zaraz – nie ma kast a bramini to co? Na to odpowiedzi nie usłyszeliśmy.

Przewodnik podziękował nam, powiedział żebyśmy sobie sami resztę świątyń zwiedzili i ulotnił się, zanim ktokolwiek zdołał zaprotestować. Pluliśmy sobie trochę w brodę, ale i tak byliśmy zadowoleni. 400 rs nie majątek, a naprawdę ciekawie opowiadał i warto było zapłacić. Polecamy.

202

204

205

206

207

209

210

Słonko prażyło niemiłosiernie. Po pewnym czasie wszystkie rzeźby wydawały sie takie same. W dalszym ciągu byliśmy pod ogromnym wrażeniem całości. Nie tylko kunsztu budowniczych czy artystów, ale też inżynierii, która pozwoliła tym budowlom dotrwać do dnia dzisiejszego. I nagle oczom naszym ukazał się obraz pracy zespołowej. Mianowicie ekipa naprawiała elementy świątyni. Polegało to na tym, że:

  • człowiek sztuk jeden, nakładał  piach do miski
  • kobieta sztuk dwa niosła na głowie miskę do betoniarki oddalonej o jakieś 10 metrów
  • mężczyzna sztuk jeden pilnował betoniarki
  • mężczyzna sztuk jeden odbierał od kobiet miski i wrzucał do betoniarki
  • z drugiej strony betoniarki czekał kolejny człowiek sztuk jeden, by to co się wykręci w betoniarce nasypać do misek
  • kobiety sztuk dwie niosły miski na głowie 5 metrów do ściany wysokiej na 2 metry.
  • mężczyźni sztuk 3 podawali sobie miski na górę.
  • kobiety sztuk dwie niosły miski na głowach kolejne 10 metrów gdzie wyrzucały zawartość w odpowiednie miejsca …
  • … wskazywane przez mężczyznę w ilości sztuk dwie
  • mężczyźni sztuk trzy rozprowadzali materiał w odpowiednich miejscach.

Wspaniała praca zespołowa – 17 osób wykonywało pracę przeznaczoną dla 3? może czterech osób. Ale fakt, idealny sposób na walke z bezrobociem.

211

Tak sobie tuptamy tuptamy i nagle jakaś myśl zrodziła się w głowie. Przecież to miejsce jest  niepodobne do reszty Indii. czyste, zielone, zadbane. Zupełnie, jakby ktoś wyciął z jakiegoś innego miejsca na ziemi kawałek terenu i umiejscowił Tu. Za płotem widać śmieci, ale tu zielona trawa, kwiaty, miejsce na śmieci… UNESCO dając pieniądze stworzyło swoista enklawę, inny świat.

212

213

214

Kolejna rzecz która nas zdziwiła. Koszenie trawy. Kuca sobie na trawniku kilka takich kosiarek ( kosiarzy? ) i takim trójzębem wycina trawę. Jedną ręką łapie za to zielone co wystaje i ciap ciap. jeden obok drugiego ciapia trawę od rana do nocy. Ekologiczne kosiarki, nie ma spalin, tanie w utrzymaniu…

215

216

217

218

Późno już było… pewnie z jakaś 14. Padaliśmy na twarz, na zielona trawkę czy inne rzeczy, staraliśmy sie iść tylko w cieniu. Nieliczni Hindusi oglądający z rodzinami świątynię przyglądali nam się badawczo.

Po analizie zdjęć przestałem im się dziwić:

219

Następnie przegrupowaliśmy się  do kolejnej grupy świątyń. Dość podobne aczkolwiek nowsze. I tam natknęliśmy się na zakaz wejścia w ubiorach ze skóry. Lipek miał dokumenty w takim kangurzym brzuszku ze skóry więc postanowiliśmy rozbić się na 2 grupy. najpierw jedna siedzi i pilnuje a następnie druga. najpierw z Niną weszliśmy do środka… znaczy ja usiłowałem,a le zostałem pogoniony, coby pozbyć się skarpet. W sumie pisało, że bez butów, ale wcześniej tez tak pisało i można było w skarpetach wchodzić. Zaufajcie… kamień po kilku godzinach na słońcu nie jest najprzyjemniejsza rzeczą do chodzenia…

Posykując i podskakując wesoło ( by mieć najmniejszy kontakt  z ziemią ) weszliśmy do środka. Zwiedziliśmy zrobiliśmy zdjęcia i wyszliśmy. Gdy zmienialiśmy się z Lipkami, okazało się, że saszetka ze skóry nie jest problemem. A moje skarpety tak? No ale nie będę się przecież awanturował, jeśli tego wymagają ich obyczaje to stosować się będę bez gadania i marudzenia. Co najwyżej z lekkim posykiwaniem.

220

Po tym wszystkim zwiedziliśmy jeszcze jedną świątynie i postanowiliśmy jechać w stronę Orchy.

Ale to juz w kolejnym odcinku naszej niekończącej się opowieści.

Bądźcie czujni, albowiem nie wiecie, kiedy nastąpić może apokalipsa lub następny odcinek…

A

Zobacz też

Szaman IT, zmuszony przez rodzinę do dokumentowania ich szalonych pomysłów. Z charakteru domator – z przymusu – szwędacz.

By |2016-12-18T22:32:37+00:00Październik 4th, 2008|Indie, Wyjazd|0 Comments

About the Author:

Szaman IT, zmuszony przez rodzinę do dokumentowania ich szalonych pomysłów. Z charakteru domator - z przymusu - szwędacz.

Leave A Comment