Żyjemy.

Dolecieliśmy bez problemów. Wczoraj po zameldowaniu w hotelu, który jest nie dość, że czysty, to jeszcze fajny, pojechaliśmy oglądać Bund czy coś tam. Potem mnie poprawiać będą.
Naprawdę, magiczne miejsce… miliardy ludzi, świateł… takie nasze Krupówki *10^1341.

[fusion_builder_container hundred_percent=”yes” overflow=”visible”][fusion_builder_row][fusion_builder_column type=”1_1″ background_position=”left top” background_color=”” border_size=”” border_color=”” border_style=”solid” spacing=”yes” background_image=”” background_repeat=”no-repeat” padding=”” margin_top=”0px” margin_bottom=”0px” class=”” id=”” animation_type=”” animation_speed=”0.3″ animation_direction=”left” hide_on_mobile=”no” center_content=”no” min_height=”none”][fusion_testimonials design=”classic” backgroundcolor=”#C0C0C0″ ][fusion_testimonial name=”Lipek” ] jak pisala Annie – the Bund.[/fusion_testimonial][/fusion_testimonials]

No i 10 linii metra.

[/fusion_builder_column][fusion_builder_column type=”1_1″ background_position=”left top” background_color=”” border_size=”” border_color=”” border_style=”solid” spacing=”yes” background_image=”” background_repeat=”no-repeat” padding=”” margin_top=”0px” margin_bottom=”0px” class=”” id=”” animation_type=”” animation_speed=”0.3″ animation_direction=”left” hide_on_mobile=”no” center_content=”no” min_height=”none”][fusion_testimonials design=”classic” backgroundcolor=”#C0C0C0″ ][fusion_testimonial name=”Lipek” ] A propos metra, instrukcje hotelu i koleżanki Chinki byly proste: po wylądowaniu idziecie do metra, linia nr 2, bez przesiadek wysiadacie na stacji Beixinjin. Nie można się zgubić… Nie? Mozna! W Szanghaju można. Siedzimy sobie, jedziemy grzecznie linia nr 2 na drugi koniec miasta… Ludzie wsiadaja i wysiadaja… Ale nagle wysiedli wszyscy. Jedna starsza Chinka nawet się wrocila i na migi pokazuje nam, że też mamy wysiąść. Ale gdzie tam, my przecież wiemy gdzie jedziemy! Nasza stacja jest za 20 przystanków. Po chwili wpadają tabuny nowych malych zoltych walczac na smierc i zycie o miejsca siedziace (doslownie!). My tymczasem spokojnie sobie siedzimy i obserwujemy ta walke z usmiechem na twarzy. Miny nam rzedna i to powaznie, gdy metro rusza. Jedzie… w druga strone! Do lotniska! Byla to stacja przesiadkowa, trzeba było zmienic na sasiedni tor… Na szczescie dalismy sobie szybko z tym rade i po chwili bylismy na wlasciwym kursie bogatsi o nowe doswiadczenia. Moral jest taki: zawsze miej się na bacznosci i nie daj się zwiesc pozorom ;-).[/fusion_testimonial][/fusion_testimonials]
Wczoraj byliśmy maksymalnie objedzeni po kolacji w samolocie, więc zjedliśmy dopiero wieczorem. Oczywiście w knajpie dla lokalesów. Co prawda w miarę w centrum, więc taka bardziej jak KFC, ale po angielsku ni w ząb, w zeszycie mieli zapisane tłumaczenia na angielski ale i tak dziewczyny zamówiły coś innego, niż dostały. Ja Lipkowi i sobie zamówiłem na prostej zasadzie – to na niebieskim tle, to wyżej dla mnie, to niżej dla Ciebie 😀 I wyszliśmy na tym dobrze. Ogólnie smakowało nam. A, i zamówiliśmy sobie do picia mleko sojowe, ale chyba taka nasza bawarka – herbata z mlekiem sojowym.

O 22 wrócilismy do hotelu.

Dziś rano zwlekliśmy się o 11 z hotelu i poszliśmy na lokalne zarcie. Zresztą nie ma co pisać, że lokalne, bo innego nie chcemy. Fajne, bo tam nawet nie było po angielsku 🙂 i na podobnej zasadzie zamówione. Dostałem zupe… No chyba zupę. Konsystencja była taka, jakby ktoś budyń polał 1/3 szklanki tłuszczu – ale smaczne ;-). Dziewczyny zamówiły sobie pierogi lokalne a Grześkowi zamówiem rosołek.

Potem pojechaliśmy do ogrodów YuYang. Fajne, mało miejsca, fajny koloryt… Takie w sumie bardziej jak japońskie, ale to może zboczenie z japońskich filmów. Nastepnie pojechaliśmy do centrum, wjechaliśmy na 88 piętro i ogladaliśmy Szanghaj. Fajnie, tylko jak na +- 40 pln za to, to lekko drogo… Ale co tam raz się ma wakacje…

Wracajac znaleźliśmy grilla na powietrzu i na patyczki nadziane różne cusie do jedzenia, owoce, ryby mięso… Lipki tam pozamawiały, my poszliśmy kawałek dalej i weszliśmy do knajpki gdzie dostaje się koszyczek i wybiera różne produkty. Potem podliczają to i gotują we wspólnym garnku i dają w misce.

Oczywiście z pałeczkami, żeby nie było. Koloryt maksymalny – w takiej typowej lokalnej knajpie, gdzie białego nie widzieli chyba od dawna 🙂 no i po piwie na łebka.

Smaczne było wszystko.

A i Pałeczkami nawet ja się nauczyłem jeść. Da się jeść, nawet zupę. Znaczy makaron i inne takie pałeczkami a wodę się siorbie.

Jutro jedziemy z 2 lokalesami na Expo – zobaczymy.

Aaaa i sami kupiliśmy bilety na pociąg do Hangzhou – dało się, choc uwierzcie nie było proste.

Ps. Chińczyków jest jakieś 100 miliardów. I wszyscy Tu!

Ps2. Przeprowadzam się tu – Chinki są fajne 😀

Ps3. Lipek wyrywa wszystkie Chinki na warkoczyki!

[/fusion_builder_column][fusion_builder_column type=”1_1″ background_position=”left top” background_color=”” border_size=”” border_color=”” border_style=”solid” spacing=”yes” background_image=”” background_repeat=”no-repeat” padding=”” margin_top=”0px” margin_bottom=”0px” class=”” id=”” animation_type=”” animation_speed=”0.3″ animation_direction=”left” hide_on_mobile=”no” center_content=”no” min_height=”none”][fusion_testimonials design=”classic” backgroundcolor=”#C0C0C0″ ][fusion_testimonial name=”Lipek” ]edycja Lipek – korekta literówek i drobne poprawki.[/fusion_testimonial][/fusion_testimonials]

2010_09_17_19_04_40_Adam[/fusion_builder_column][/fusion_builder_row][/fusion_builder_container]