Droga z Sukhotai do Kanchanaburi

Nastawiamy mapę na kolejny punkt podrózy czyli Kanchanaburi i widzimy, że tego dnia również dotrzemy po zmroku. Przed nami około 430 km i około 6h jazdy  Już od pierwszego kilometra widać, że Adam czuje się dużo lepiej za kierownicą. Wyprzedzanie z prawej zaczyna być na porządku dziennym i zaczyna rozważać możliwość wyprzedzania również z lewej. Krzyś dosyć szybko zasypia zmęczony wspinaniem i bieganiem po świątyniach. Ja usiłuje nadrobić zaległości w pisaniu.

Mimo iż Adam nadrabia ok. 30min w Kanchanaburi jesteśmy jak jest już całkowicie ciemno. Dodatkowo położenie guesthouse nie ułatwia sprawy ponieważ jest on położony w gąszczu ciasnych uliczek. Na szczęście kilka kroków od wejścia udaje nam się zaparkować samochód. Dostajemy klucze do niedużego ale czystego pokoju z wiatrakiem i łazienką. Zostawiamy bagaże i udajemy się w stronę dworca autobusowego, który jest niedaleko, aby coś zjeść. 

Adam: Tak. Z dniem dzisiejszym zdecydowanie spodobała mi się jazda po Tajlandii. Dowolność w stronach wyprzedzania, dowolność w używaniu kierunkowskazów, całkiem niezłe drogi… Jechaliśmy na nawigacji google, która miejscami prowadziła nas opłotkami, ale dzięki temu mieliśmy fajne widoki na zdecydowanie mniej turystyczne miejsca tego kraju. Co do jazdy autem w Tajlandii – zdecydowanie polecam, szczególnie wypożyczenie auta z automatyczną skrzynią biegów, by nie przejmować się zmiana biegów. Mimo lewostronnego ruchu – całkiem fajna przygoda.

Zaliczamy najbardziej street foodowy posiłek, który bardzo nam smakuje. Przechadzamy się jeszcze między straganami i kupujemy kawałek brązowego ciasta, które wygląda trochę jak pasztet ale jest smaczne i polane jakby sosem karmelowym, i kawałek czerwonego cista, która wygląda jak galaretka ale smakuje jak słodki makaron ryżowy. Po drodze do pokoju kusimy się jeszcze na naleśnika z dżemem jagodowym, bananami i czekoladą. Jeszcze tylko prysznic i kładziemy się spać bo jutro czeka nas wczesna pobudka.