18.09.2010 Chiny – Shanghai – Ogrody Yuyuan i Pudong

/, Wyjazd/18.09.2010 Chiny – Shanghai – Ogrody Yuyuan i Pudong

18.09.2010 Chiny – Shanghai – Ogrody Yuyuan i Pudong

Dzień II Ogrody Yuyuan i Pudong

Dziś rano zwlekliśmy się o 11 z hotelu i poszliśmy na lokalne zarcie. Zresztą nie ma co pisać, że lokalne, bo innego nie chcemy. Fajne, bo tam nawet nie było po angielsku :-) i na podobnej zasadzie zamówione. Dostałem zupę… No chyba zupę. Konsystencja była taka, jakby ktoś budyń polał 1/3 szklanki tłuszczu do tego dodał jakieś skwareczki i szczypiorek – ale smaczne ;-) .Przynajmniej mniej więcej. No może smaczne to lekka przesada, zjadliwe i egzotyczne, to na 100% .

Budyń polany tłuszczem, skwareczki i szczypiorek. Nie jest to śniadanie kontynentalne

Moje śniadanie. Sukces, bo nie usiłowało uciekać z miseczki.

Dziewczyny zamówiły sobie pierogi lokalne. Nie były w stanie dogadać się z obsługą, więc nie wiedziały, ile zamówiły, nie wiedziały do końca co zamówiły. I własnie przecież o to chodzi. W rezultacie, dostały jeden talerz z ośmioma pierożkami, pałeczki i miseczkę do maczania z dziwnym sojowo-sezamowym sosem. Pierożki smakowały, ale jednak stwierdziły, że cztery pierożki na 2 cycki (albo jedną głowę) to trochę mało.

Pierożek pierożek, nadziałem go na rożek..

Porcja pierożków na dwie kobiety

Porcja pierożków na dwie kobiety

Grześkowi zamówiem rosołek. Wyglądał w sumie najbezpieczniej, a skoro mi zaufał, nie chciałem pokładanego we mnie zaufania zawieść.

Rosołek z pierożkami. W sumie Lipka śniadanie było chyba najsmaczniejsze.

Napasieni egzotycznym jedzeniem, zebraliśmy się w stronę metra. Plan był prosty. OgrodyYuyuan. Łatwiej zaplanować niż zrobić, ale skoro jest metro, są mapki, to w sumie po ustaleniu w którą stronę jechać metrem (opinie były różne) wyszliśmy na powierzchnię ziemi. I tu nastała pewna zgryzota i problem. W która stronę iść. Po ustaleniu północy po mchu na budynku (a może była to pozycja słońca? nie pamiętam) i wykręceniu przewodnika do góry nogami zapadła decyzja, by udać się za tłumem Chińczyków. Po drodze spotkaliśmy danie obiadowe, to znaczy kota dokarmianego przez turystów. Oznaczałoby to, że jednak koty mogą swobodnie biegać po ulicach i nie są od razy łapane i na miejscu jedzone. kamień z serca, bo jednak i Lipki i my jesteśmy w posiadaniu kotów, więc jednak to jakaś ulga… (jesteśmy w posiadaniu kota, gdyż nie posiada się kota, tylko kot łaskawie zezwala na przebywanie w swoim towarzystwie…)

II śniadanko

Wystraszone II śniadanko.

Wystraszone II śniadanko.

Poszliśmy dalej, idąc za tłumem, ulegając jego falowaniu i zastanawiając się, czy słońce zabije nas przed dotarciem do celu, czy już na miejscu. W sumie po wyjściu z metra droga była cały czas prosto. na pierwszych światłach już było widać po prawej stronie “stare miasto” – i tam należało skręcić. Tak więc jakby ktoś tam chciał trafić, to już teraz będzie miał łatwiej, niż my.

O, przy tym budynku idąc od metra skręcamy w prawo, idziemy ze 300 metrów i zagłębiamy się w uliczki „starego miasta” – i jesteśmy przy ogrodach Yuyuan

Przedzierając się przez wąskie i pełne ludzi uliczki trafiamy na wejście do ogrodów Yuyuan. Wejście 40Y od osoby, kolejka nawet niewielka, jak na chińskie standardy, w kolejce kilka europejsko wyglądających osób. Kupujemy bilety i wchodzimy do środka przez bramę.

Okienko z biletami do ogrodów

W wejściu już był tłok, gdyż wszyscy musieli sobie zrobić zdjęcie w wejściu, zdjęcie z kamieniem, zdjęcie z palcami w V, zdjęcie z palcami w V podniesionymi do góry zdjęcie z… AAArgh… dziewuchy bezczelnie przepchały się do kamienia i zarządały tam zdjęcia. Oni mogą, to my też chcemy! natychmiast robić fotkę! Raz!

Zdjęcie przy kamieniu. W sumie nie wiem jak to zrobiłem, że tak pusto jest, chyba Lipek ludzi odganiał.

Błądziliśmy dość długo wąskimi alejkami między pawilonami. Od razu taka uwaga. Ogród w chińskiej wersji nie wygląda jak to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Alejki nie są chodniczkami jak się przyzwyczailiśmy, tylko otoczonymi murem połączeniami między budynkami, gdzieniegdzie wychodzi się tylko na otwarta przestrzeń, gdzie równie wiele jest zieleni, jak kamieni…

Pagódka nad wódką

Gdzieniegdzie pojawiają się okna, by podziwiać szalejącą roślinność

Kamienne mostki, kamień, kamień, głazy. Ogród…

Tak właśnie wyglądają ogrodowe alejki

A tak dziewczątka usiłowały się przepychać. I widać, że od razu zrobił się zator

Dwaj „mistrzowie” wschodnich sztuk walki pozowali do zdjęć

Mostek z zakrętami

Wizyta w muzeum

Meble wyglądają genialnie. Ale nie wiadomo, jak z wygodą.

Altanka, by w zadumie spędzić najcieplejsze godziny dnia

Iwona nie chciała naśladować ostatniego znaku… Ciekaw jestem czemu.

Ponownie łamany mostek

W razie klęski głodu, będzie co jeść

Wejście do ogrodów. Jam jest na zdjęciu nawet.

Sławna herbaciarnia ma mostku 9 zakrętów

Ta sama herbaciarnia, od przodu

Widok od wejścia do najsławniejszej herbaciarni

Czas przepchnąć się w kierunku metra

W metrze

Otwieracz do butelek

Wieża telewizyjna, pod słońce

Pod tym budynkiem jest stacja metra

Prawie jak Warszawa…

Pudong

RE-WE-LA-CYJ-NE soki

Widok z 88 piętra

Widok do “studni” – robi wrażenie…

Widok z 88 piętra

Fajne, mało miejsca, fajny koloryt… Takie w sumie bardziej jak japońskie, ale to może zboczenie z japońskich filmów. Nastepnie pojechaliśmy do centrum, wjechaliśmy na 88 piętro i ogladaliśmy Szanghaj. Fajnie, tylko jak na +- 40 pln za to, to lekko drogo… Ale co tam raz się ma wakacje… Wracajac znaleźliśmy grilla na powietrzu i na patyczki nadziane różne cusie do jedzenia, owoce, ryby mięso… Lipki tam pozamawiały, my poszliśmy kawałek dalej i weszliśmy do knajpki gdzie dostaje się koszyczek i wybiera różne produkty. Potem podliczają to i gotują we wspólnym garnku i dają w misce. Oczywiście z pałeczkami, żeby nie było. Koloryt maksymalny – w takiej typowej lokalnej knajpie, gdzie białego nie widzieli chyba od dawna :-) no i po piwie na łebka. Smaczne było wszystko. A i Pałeczkami nawet ja się nauczyłem jeść. Da się jeść, nawet zupę. Znaczy makaron i inne takie pałeczkami a wodę się siorbie. Jutro jedziemy z 2 lokalesami na Expo – zobaczymy. Aaaa i sami kupiliśmy bilety na pociąg do Hangzhou – dało się, choc uwierzcie nie było proste. Ps. Chińczyków jest jakieś 100 miliardów. I wszyscy Tu! Ps2. Przeprowadzam się tu – Chinki są fajne :-DPs3. Lipek wyrywa wszystkie Chinki na warkoczyki!

Żarełko





Żarełko II – nocne polaków rozmowy
By | 2016-12-18T22:32:37+00:00 Wrzesień 18th, 2010|Chiny, Wyjazd|0 Comments

Share This Story, Choose Your Platform!

About the Author:

Szaman IT, zmuszony przez rodzinę do dokumentowania ich szalonych pomysłów. Z charakteru domator - z przymusu - szwędacz.

Leave A Comment