Raj na ziemi – Ko Lanta

Widok z baru przy plaży

Ko Lanta – dużo by pisać  –  jest fajnym miejscem. Niestety dla nas wszystkich zapamiętała się mocno średnio. Najpierw dopadł mnie ból ucha, który skończył się jazda karetką do punktu ambulatoryjnego (całość pokrywała ubezpieczalnia) a potem Krzysia dopadł bunt. Prawdopodobnie całość była zbyt męcząca dla 3 latka, szczególnie końcówka wyjazdu i w momencie, w którym można było odetchnąć – nastąpił bunt. Z tego właśnie powodu nie zwiedziliśmy Ko Lanty prawie wcale, ograniczyliśmy się do pobliskich plaż, i okolicznych sklepików i barów. Tu też spędziliśmy 3 urodziny Krzysia. 

Tak po prawdzie, pisząc te słowa jakiś czas po wyjeździe, przypominam sobie te gorsze chwile tylko patrząc na kilka zdjęć. Reszta zapamiętała się jako naprawdę ładne miejsce, gdzie mimo wszystko odpoczęliśmy po forsownej podróży. Szkoda tylko, że były to tylko 4 dni…

Jedzenie na Ko Lanta

Ko Lanta jest miejscem, gdzie poza odpoczynkiem można było dobrze zjeść. Oczywiście, do BKK jej daleko, ale to nie znaczy, że było źle – co to, to nie. Była po prostu mniejsza różnorodność, lecz wszystko smaczne i świeże. Stołowaliśmy się przede wszystkim w hotelowej restauracji, co jest rozwiązaniem tyleż wygodnym co mało ekonomicznym. I najczęściej jednak w takich miejscach jedzenie jest mniej smaczne. Tu jednak mieliśmy szczęście.

Zobacz też

Szaman IT, zmuszony przez rodzinę do dokumentowania ich szalonych pomysłów. Z charakteru domator – z przymusu – szwędacz.