Waranasi

Nowa wersja starego wpisu, wydanie nowe poprawione, opatrzone zdjęciami.

Łodzią po Gangesie

Wróciliśmy nad brzeg gdzie czekał nasz kapitan. Weszlismy na łódz i odpłynliśmy, najpierw w pod prąd.

Mijaliśmy powoli Varanassi. na brzegu pasły się bawoły,

Ludzie siedzieli, odpoczywali, pracowali, modlili się. Ogólnie toczyło się życie.

Stosy żałobne

Po jakimś czasie, dopłyneliśmy do ghatyy, gdzie palone są zwłoki. Akurat ta ghata przeznaczona jest dla biednych – można było kupić drewno na stos już za 3000rs. Było to jednak najgorsze drewno, które nie gwarantowało osiągnięcia nirvany – lepsze gatunki drzew kosztowały nawet 50000rs za stos palący sie 10-12h. Budynek obok, ten z kominami to krematorium elektryczne – dla kompetnie najuboższych – koszt sopielenia to 500rs – jakieś 25PLN. Jednak wiele osób woli wykupić spalenie na stosie. Często rodziny nie stać na tyle drewna, by spaliło się cał ciało, kupiją go tylko na np 4 godziny palenia. Po 4 godzinach stos jest rozgrzebywany, drewno zabierane a niedopalone ciało wrzucane do gangesu.

Do gangesu bez palenia wrzycane są też dzieci do lat 10, kobiety w ciąży, ukąszeni przez kobrę, święci mężowie sadu oraz chorzy na whiteskin ( bielactwo? nie udało nam się ustalić, co to za choroba ).

Rejs Gangesem

Waranasi od strony rzeki

Na filmie też widać ghatę i krematorium.

Po spaleniu, członkowie najniższej kasty, niedotykalnych przeszukują popioły szukając kosztowności, stopionego złota itp. I tak wiem, ponoć nie ma już w Indiach kast. Taka jest wersja oficjalna. Prawda jest jednak zdecydowanie inna.

Zaraz obok toczy się normalne życie. Obok płynących szczątków ludzkich kąpią się ludzie, myją się a nawet pobierają wodę do picia. Jak dla mnie to jest trochę ekstremalne, ale dla Nich Ganges jest matką, świętą rzeką.

Podobno wioski za Varanassi chorują, dlatego też rząd postanowił coś zrobić. Zostały wybudowane 3 oczyszczalnie.

Wszystko byłoby dobrze, żeby one jeszcze dobrze działały. Być  może działają dobrze, ale za mało ich jest, by widzieć poprawę. Mieszkańcy jej nie widzą. Co więcej, czasami mają tak duży pobór prądu, że nie wystarcza go dla mieszkańców miasta. I nagle tak jak już w nocy mieliśmy przykład – prąd w całym mieście znika na kilka godzin.

Rejs, ciąg dalszy

Mijamy piękne budynki. Prawde powiedziawszy Varanassi wygląda, jakby było zbudowane na gruzach wcześniejszego miasta. Nasz kapitan to potwierdza. Miasto ma 3-3,5 tysiąca lat. Na miejscu zburzonej budowli powstaje nowa, czasem bez czyszczenia placu po starej. Sprawia to wrażenie, jakby oglądało się przekrój skały, na dole najstarsze budowle, a nad nimi nowe…

I stało się. Natkneliśmy się na pierwsze zwłoki. Okazało się, ze były to rozkładające się zwłoki krowy. W pewnej odległości było już czuć fetor.  było to może z 50 metrów od miejsca, gdzie zostało poprzednie zdjęcie zrobione. A na nim widać, jak płynie sobie człowiek.

Chwilę dalej, jakby specjalnie dla kontrasu napotykamy kolejne piękne budowle.

Kawałek dalej widzimy jedną z oczyszczalni – to ten budynek po lewej stronie.

Filtry wody
Filtry wody

Wieczór

Kolejną rzeczą którą zobaczyliśmy był meczet. Został wybudowany na miejscu wcześniejszej świątynii, zburzonej przez muzułmanów jak tylko wkroczyli na te tereny. Aktualnie jakieś ugrupowanie terorystyczne ogłosiło, że za to meczet zostanie wysadzony w powietrze i panują tam nadzwyczajne środki ostrożności. Lepiej nie zbliżać się tam mając coś podobnego do broni czy maeriału wybuchowego.

W pewnej chwili, zaraz po zachodzie słońca, zaczął się delikatny deszcz i burza. Nie była ona duża, lecz zjawiska świetlne w takim miejscu robiły naprawdę „piorunujące” wrażenie. Dodatkowo nasz kapitan był burza strasznie spanikowany, obwinął się kurtką jakby to miało Mu uratować życie.

Niebo zrobiło się pomarańczowe i pojawiła się mgiełka. Prawie jak w bajkach dla dzieci. Teraz jeszcze powinien nadpłynąć statek piracki.

W międzyczasie zapadł zmrok. Płyneliśmy już ze 3 godziny, trochę w górę rzeki, w dół do mostu i znów w górę. Powoli zbliżał się czas Pudźy – wieczornej modlitwy. płyneliśmy więc pośpiesznie, by dotrzeć na czas i znaleźć ciekawe miejsce. Dostrzegliśmy w dali tłumy na brzegu. Oj, chyba nie będzie za wiele widać pomysleliśmy. Okazało się, że nasz kapitan zatrzymał łódkę nad brzegiem, przed miejscem gdzie była uroczystość. Zresztą bardzo dużo ludzi tak zrobiło. Mimo to i tak mieliśmy lepszy widok, niż gdybyśmy oglądali to z lądu.

Pudźa

Ogólnie patrząc z laickiego punktu widzenia, wygląda to tak, że wychodzi kilku kapłanów, gra muzyka, ludzie nucą, śwpiewają kiwają się, kapłani machają kadzidłami, świecami i innymi rzeczami. I tak przez godzinę. I tak więm, że głupio te zdania brzmiały i negatywnie, lecz wcale tak nie było. Ludzie byli szczęśliwi rozśpiewani, czuło się ich jedność. Jeśli religia doprowadza ludzi do szczęścia, to dlaczego miałoby to być negatywne?

Po łodziach biegały młode dziewczyny, sprzedając świeczki do puszczania w wodzie. Podobno takie świeczki puszczają kobiety starające się o potomstwo, o dobre rozwiązanie.

Następnie zostaliśmy przetransportowani na brzeg, daliśmy 700rs zadatku i umówiliśmy się na 6 rano dnia następnego. Ciemno już było mocno, przemykaliśmy wąskimi słabo oświetlonymi uliczkami miasta do hotelu.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Post comment