Tajlandia – Bangkok kanałami – widok z łodzi. 2016-11-20

/, Wyjazd, Z Dzieckiem w świat/Tajlandia – Bangkok kanałami – widok z łodzi. 2016-11-20

Tajlandia – Bangkok kanałami – widok z łodzi. 2016-11-20

Śniadanie

Mimo kilkukrotnego przebudzenia docelowo otwieram oczy o 10. Nie oszukujmy się – dobrego humoru nie mam. Adam nie śpi od 6 i ani nas nie spakował, ani nie opisał wczorajszego dnia. Podobno nie chciał nas budzić, podobno nie chciał odbierać mi przyjemności pisania. Hej. Ustaliliśmy, że pisze Nina, to co ja się mam wciskać? ja już swoje w życiu napisałem, teraz czas na młodszych. Człowiek sobie leżał, myślał o niebieskich migdałach i teraz afera, phi. Pakowanie idzie w miarę sprawnie, choć do tej pory nie wiemy jak to jest możliwe, że nagle obydwa plecaki są praktycznie wypakowane po brzegi podczas, gdy lecąc do Tajlandii mieliśmy tyle miejsca, że na upartego mogliśmy zapakować do dużych plecaków bagaż podręczny.  Ja wiem. Bo zobaczyłaś, że jeszcze jeden plecak jest pusty, to wciskałaś przydasie. I tych przydasi wcisnęłaś 15kg. Wymeldowujemy się a plecaki zostawiamy w przechowalni za 15thb/bagaż. Gdybyśmy zdecydowali się na prysznic to jednaprysznicoosoba kosztuje 50thb.

Karmienie potomka pad thaiem, za pomocą patyczków. Żeby nie odgryzł palca.

Karmienie potomka pad thaiem, za pomocą patyczków. Żeby nie odgryzł palca.

Na śniadanie udajemy się w stałe miejsce i zamawiamy spring rollsy dla mnie, pad thai z kurczakiem dla Adama i pancake’a z czekoladą dla dziecka, z którym nie możemy się dogadać. Do tego shake’i ananas i papaja. Na stół pierwszy ląduje pad thai. Krzyś jest chyba na tyle głodny, że głośno oznajmia, że „on to am am”.  Adam nie protestuje w wyniku czego dziecko zjada mu 3/4 porcji. Nie śmiałbym dziecku od ust odejmować. Jakbym coś takiego zrobił, na 100% przeczytałbym o tym tutaj i musiałbym kasować przed publikacja, żeby nie oczerniało mojej skromnej osoby. Moje spring rollsy bez ostrego sosiku są nijakie. Z rozpędu zaczynam podjadać krzysiowego pancake’a na szczęście wygłodniały Adam zabiera mi połowę. W trakcie posiłku Krzyś wylewa na siebie papajowego shake’a w związku z czym musi zostać przebrany w zapasowe ubrania – oznacza powrót do hotelu w celu uzupełnienia garderoby. Najedzeni i przebrani udajemy się w stronę tuk tuków i włączając wszystkie neko po drodze. Chyba się skuszę na zakup jednego dla Krzysia. Ta. To jest Azja, więc koty z machająca łapą są wszędzie. No i oczywiście mój potomek musi, MUSI każdego dotknąć.

Bangkok kanałami

Praktycznie od razu spotkamy wczorajszego kierowcę. Mówimy mu, że chcemy dostać się do pływającego marketu Khlong Lat Mayom, jednak kierowca proponuje wycieczkę łódką. Tą atrakcję chcielibyśmy również zaliczyć więc zgadzamy się. Proponowana cena to 2000thb za naszą trójkę. Protestuję – Lipki (nasi przyjaciele, którzy przylecieli kilka dni wcześniej) za podobną wycieczkę wytargowali 650thb za osobę. A dziecko? – pyta kierowca. Rozbestwiona mówię mu, że my nigdzie nie płacimy za dziecko, w hotelach, itp. Krzysio jest za darmo. Kierowca podejrzanie szybko zgadza się na nasze warunki czyli 20thb za podwózkę na pirs i 1300thb za godzinną przejażdżkę łodzią bez dodatkowych osób. Na miejscu musimy poczekać ok. 20 min i zapłacić z góry. Ponieważ mają nas przywieźć w to samo miejsce z lekkimi oporami ale jednak płacimy. Wycieczka podoba nam się.

Bankgok - Longboat - takim płynęliśmy

Bankgok – Longboat – takim płyneliśmy

 

Piraci dwaj w kanałach Bangkoku

Piraci dwaj w kanałach Bangkoku

Pirat i troskliwa matrona

Pirat i troskliwa matrona

Co się dziecko ma męczyć. Pojechaliśmy tuk tukiem. To, że jechaliśmy taką droga, że pieszo byłoby szybciej nie jest argumentem, jeśli widzi się zadowoloną twarz dziecka. Co do rejsu – trochę się zdziwiliśmy, gdy zostaliśmy przekazani kolejnemu Tajowi, który zaprowadził nas na wielki statek wycieczkowy zacumowany przy brzegu. A w środku trwała jakaś impreza, obiad czy coś. Przeszliśmy przez cały statek i okazało się, że druga burta statku służy jako miejsce zatrzymywania longboat’ów. Po pewnym czasie oczekiwania na naszą łódkę (w którym z Krzysiem zwiedziliśmy cały statek) – załadowano nas do łodzi. Łódka nie płynie szybko więc spokojnie rozglądamy się wymieniając się aparatem i dzieckiem. Niestety nie opanowałam jeszcze aparatu w swoim telefonie więc #jednozdjęciedziennie wychodzi mi słabo. W trakcie wycieczki zaliczamy trzy atrakcje – najpierw podpływają do nas kobiety w małych łódeczkach, na których mają owoce i róże gadżety. Dzięki temu mamy namiastkę pływającego marketu.

 

Namiastka pływającego targu

Namiastka pływającego targu

Namiastka pływającego targu

Namiastka pływającego targu

Decyduję się na zakup kokosa za 100thb (na ulicy 50thb), aby Krzyś poznał nowy smak a my żebyśmy upewnili się, że dalej za nim nie przepadamy. Podpuszczone dziecko wypija sporo ale widać, że jemu ten smak również nie leży. Co się dziwić, nie wszyscy przepadają za smakiem starych skarpetek. Tu rodzi się pytanie, skąd Nina zna smak starych skarpet…

Karmienie potworów

Karmienie potworów

Kolejną atrakcją jest możliwość kupna chleba i pokarmienia rybek. Chlebek kosztował 20thb a „rybki” maja nawet i po metr długości. Krzysia, który przyzwyczajony jest do karmienia gołębi małymi kawałkami chleba trzeba przekonywać, żeby rwał większe kęsy. Ryby kotłują się a ja mocno trzymam dzieciaka, żeby ryby nie dostały wkładki mięsnej. Im dalej odpływamy tym ładniejsze widoki. To akurat jest bardzo fajne a Krzyś, który kocha wszystkie zwierzęta może wykazać się rzucając jedzenie tym tucznikom. W drodze powrotnej całkiem spory waran jest trzecią i ostatnią atrakcją. O ile my moglibyśmy jeszcze popływać i pooglądać sobie Bangkok od strony wody to godzinna przejażdżka dla naszego prawie 3latka jest jak w sam raz.

Odnoga głównego kanału, Bangkok

Odnoga głównego kanału, Bangkok

Jeden z kanałów. domy na/przy wodzie

Jeden z kanałów. domy na/przy wodzie

Dom przy kanale. Rozbroiła nas skrzynka pocztowa.

Dom przy kanale. Rozbroiła nas skrzynka pocztowa.

Może i biednie, ale zielono.

Może i biednie, ale zielono.

Zdjęcie, które zrobiła Nina telefonem. Wrzucam, żeby nie marudziła, że tylko moje są.

Zdjęcie, które zrobiła Nina telefonem. Wrzucam, żeby nie marudziła, że tylko moje są.

Obiad

Do hotelu wracamy piechotą. Następuje leniuchowanie na fotelach w restauracji naszego hotelu oraz konsumpcja napojów wyskokowych w postaci piwa Chang, napoju liptonopodobnego oraz mrożonej kawy. Na obiad udajemy się do knajpy obok naszej ulubionej ponieważ mają ładne, niebieskie krzesła. Zamówienie powtarzamy trzy razy i do końca nie jesteśmy pewni, co dostaniemy.

Green curry

Green curry

Zupy Tom Yum z owocami morza.

Zupy Tom Yum z owocami morza.

Moje zielone curry, które miało być nie ostre po trzech kęsach wypaliło mi na tyle buzię, że smaku Adama zupy tom yum z owocami morza praktycznie nie czuję. Chyba smakowała pomidorami ale nie jestem pewna. Krzyś tradycyjnie zjada 3/4 pad thai. Uznanie też zdobywa shake arbuzowy bez lodu. Oczywiście część ląduje na bluzce, na szczęście nie wymaga to przebrania.

Krzysztofowi shake arbuzowy zdecydowanie zasmakował.

Krzysztofowi shake arbuzowy zdecydowanie zasmakował.

By | 2017-01-08T22:17:11+00:00 Styczeń 8th, 2017|Tajlandia, Wyjazd, Z Dzieckiem w świat|0 Comments

About the Author:

Szaman IT, zmuszony przez rodzinę do dokumentowania ich szalonych pomysłów. Z charakteru domator - z przymusu - szwędacz.

Leave A Comment