Ranek w Akaba i poszukiwania atrakcji

Dzień drugi rozpoczął się od afery o basen. Udało się przekonać dzieci, ze dzień jeszcze się nie kończy i po zjedzeniu kanapki z dżemem (nie mówiłam, podstawa dla turysty z dziećmi?) wybraliśmy się do Tala Bay zobaczyć czy pływa yellow submarine. A konkretnie “pół-łódź podwodna” dzięki, której można obejrzeć rafę koralową Morza Czerwonego – https://neptune-submarine-boat.business.site/  Niestety okazało się, że mają przerwę techniczną i być może zaczyną pływać dopiero za kilka dni. To był już drugi raz kiedy poczuliśmy, że ruch turystyczny w Jordanii dopiero rusza – w hotelu byliśmy jedynymi gośćmi. Pani zapraszała nas następnym razem i opowiadała o planach obniżenia cen – dzieci do 6 lat za darmo, 6-16 lat 10 JOD a dorośli 15JOD. Jakby ktoś chciał sprawdzić można powoływać się na nas.

Smaczne śniadanie w Akaba

W związku z tym pojechaliśmy do Akaby na prawdziwe śniadanie – wybór knajpy również dzięki Trip Advisor – Alshinawi 

Okazało się, że restauracja ta była po drugiej stronie placu, na którym dzień wcześniej jedliśmy obiadokolację. Mimo iż było pusto, zdecydowaliśmy się usiąść. I to był dobry wybór – co prawda nie dogadaliśmy się w kwestii ilości jajecznicy ale wszystko było świeże (na naszych oczach pan przyniósł wytłaczankę jajek) i bardzo smaczne. Oprócz mojej szakszuki oraz Adama tureckiego chlebka z indykiem dostaliśmy świeżo upieczone pity.. Mniam! Za całą nasza czwórkę zapłaciliśmy 22JOD

Napasieni po nos wróciliśmy do hotelu na.. Oczywiście BASEN! No co tu pisać. Było super – gorące słońce i orzeźwiająca woda. Nie chciało się wychodzić. Po basenie dłuższa chwila relaksu i ni z tego, ni z owego okazało się, że już czas na kolację.

Obiad w Akaba - a właściwie obiadokolacja w okolicznościach przyrody

Tym razem decyzja o wyborze miejsca była podyktowana oczami. Kilkukrotnie przejeżdżaliśmy koło miejsca, w którym ewidentnie sprzedawano kebab i które cieszyło się dużą popularnością Turkish Doner and Shwarma 

Ustaliliśmy, że bierzemy jedzenie na wynos i robimy sobie piknik nad Morzem Czerwonym. Czas oczekiwania na jedzenie + gość podjeżdżający teslą utwierdziły nas, że był to “najlepszy kebab w mieście”. Jednocześnie też i najtańszy nasz posiłek bo za dwie sharmy i jednego małego kebaba Adam zapłacił 4,60JOD

Zapakowaliśmy się w samochód i podjechaliśmy na akabską promenadę. No cóż.. Koło promenady to leżało ale zdążyłam już zapomnieć jak potrafią być brudne arabskie miejscówki. Co prawda zamoczyliśmy stopy w Morzu Czerwonym ale cały czas byłam pełna obaw, kiedy ktoś z nas nastąpi na jakieś szkło lub coś gorszego.

ADAM: No niestety na publicznej plaży ilość szkieł przekraczała moją tolerancję, która i tak jest dość spora. Oczywiście jedliśmy pod znakiem zakazu biwakowania, ale przecież jedzenie nie jest biwakowaniem? No i w sumie to my tylko jedliśmy, a reszta biwakowała.

Nocne zakupy

Na koniec zaliczyliśmy warzywniak – za wielkiego arbuza, 4 jabłka, 3 banany, 0,5kg moreli zapłaciliśmy 5,5JOD oraz sklep spożywczy i oczywiście lody!

Po powrocie do hotelu czekało nas przepakowanie i nastawienie budzika na 6 rano.

ADAM: dopiero po zmroku pojawia się życie. Nie to, żeby nas to jakoś dziwiło, bo nie da się funkcjonować w 40 stopniach.

Recommended Posts

No comment yet, add your voice below!


Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *