Jesteśmy rodziną, która stara się ile tylko może podróżować. Zaczęliśmy podróże we dwójkę, lecz teraz pojawiły się dzieci… i okazało się, że nie jest to przeszkoda w podróżowaniu. Oczywiście, podróże z dzieckiem są zupełnie inne, ale nie znaczy to, że trzeba cały urlop spędzić “pod palemką”. Najczęściej podróż planujemy tak, by część wypoczynkowa, zajmowała ostatnie kilka dni – po intensywnym zwiedzaniu.

Zapraszamy do naszych relacji i galerii. Część pojawi się w przyszłości, część została odzyskana z otchłani internetu. Jednak z czasem starać się będziemy, by wszystkie wpisy i wszystkie nasze podróże znalazły tu swoje miejsce.

Adam z Tuptaczkiem

Mestia 2014-05-21

Postanowiliśmy sprawdzić, czy zwykłym autem, bez 4x4 da się dojechać do Mestii. Da się 🙂 I warto, naprawdę.
Czytaj więcej...
Okolice Potskho Etseri

Droga do Mestii – Gruzja, 2014-05-21

Ruszyliśmy z naszego noclegu w Magnetiti w stronę Mestii. W okolicach Potskho Etseri zrobiliśmy pierwszy krótki postój. Kolejny postój trafił nam się w okolicach Khaishi. To był dłuższy postój, z karmieniem Krzysia, odpoczynkiem i oglądaniem widoków. Nakarmieni, odpoczęci, ruszyliśmy dalej. Po drodze napotkaliśmy most wiszący. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie postanowili
Czytaj więcej...

Gruzja – Magnetiti, Ureki, Kobuleti 2014-05-20

Nocleg mieliśmy w Ureki. niestety, żeby zjeść coś smacznego w restauracji – trzeba było jechać kilkanascie kilometrów w stronę Batumi do Kobuleti. Jedzenie było smaczne – ale może po prostu byliśmy stęsknieni za gruzińskim jadłem. A może po prostu ono zawsze jest smaczne? Być może nie trafiliśmy na okres, pogodę
Czytaj więcej...

Białoruś 2014

Wyjazd na Białoruś, śladem korzeni - Aby Babcia zobaczyła miejsca, gdzie się wychowała.
Czytaj więcej...

05.05.2013 Dzień XV Na łodzi, Rinca

Rinca, O 5 rano mieliśmy ruszyć w drogę. Jakoś tak koło 6 rozpoczęły się pierwsze próby odpalenia silników. Załoga jakaś taka wymęczona strasznie była. Kacyk, khe khe khe.
Czytaj więcej...

06.05.2013 Dzień XVI Na łodzi, wyspa Mojo, powrót na Lombok

Cały dzień spędziliśmy na spaniu i doglądaniu Lipka, niczym sępy. Znaczy chciałem napisać jak siostry miłosierdzia. L: prawie cały. Rano dopołynęliśmy na wyspę Mojo, gdzie po półgodzinnym marszu dotarliśmy nad wodospad. Sam wodospad miał jakieś 5 metrów i charakteryzował się rozwieszoną nad nim liną „tarzanówą”. Połowa całej wycieczki rzuciła się do skoków polegających na chwytaniu liny, rozbujaniu się nad wodospadem i puszczaniu jej w odpowiednim momencie, czyli za wodospadem a nad głębokim zbiornikiem pod nim. ALE CZAD! Pozostali przyglądali się sceptycznie, a Adam pochwalił się posiadaniem wszystkich pięciu klepek, czego z pewnością nie można powiedzieć o ludziach skaczących – jego zdaniem. Pewnie dlatego nie opisał tego wydarzenia, po złości. Michał zaś zaliczył achievement „Waterfall Pumpkin”. Potem po drodze było jeszcze jakieś nurkowanie, ale nie jestem pewien, bo byłem skupiony w kabinie na oddychaniu.
Czytaj więcej...