Podsumowanie II męskiego, dorocznego, synoojcowego wyjazdu w góry

Tym razem padło na góry – Tatry.

Pogoda miała być piękna, zatem wykonałem rezerwację hotelu, zaplanowałem trasy i pojechaliśmy. Nie wszystko poszło po naszej myśli – pogoda mocno pokrzyżowała nasze plany, ale i tak uważam, że jak na niskopienne misie zrobiliśmy kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty. A przede wszystkim spędziliśmy bardzo fajny wspólny czas.

Podsumowanie ogólne: 90 (lub 95 – zależy jak liczyć) punktów GOT zdobyte. Przeszliśmy według tras 63km (wg trackingu GPS prawie 80!). I weszliśmy w górę ponad 3km.

DataPunkty GOTNazwa trasyOdległość w km.TrasaSuma podejść
25.07.201912Nosal6,3https://mapa-turystyczna.pl/route/fnhr412
26.07.201914Dolina Strążyska, Siklawica, Sarnia Skała, Dolina Białego8,4https://mapa-turystyczna.pl/route/fmbo549
27.07.20198Rusinowa Polana z Łysej Polany6,3https://mapa-turystyczna.pl/route/fmxq294
28.07.201915Dolina Małej Łąki, Przysłop Miętusi9,4https://mapa-turystyczna.pl/route/fmxu485
29.07.20195Dolina Strażyska + Siklawica4,8https://mapa-turystyczna.pl/route/idb227
30.07.20194Kasprowy2,7https://mapa-turystyczna.pl/route/fmbm169
31.07.201919dolina Kościeliska, jaskinia Mroźna i Smocza Jama12,5https://mapa-turystyczna.pl/route/fmx9629
01.08.20192Jaskinia Dziura2,3https://mapa-turystyczna.pl/route/vyy162
02.08.2019Wieliczka i Kraków
03.08.201910Rusinowa Polana z Wierch Poroniec6,4https://mapa-turystyczna.pl/route/6of169
04.08.20196Dolina Olczyska4https://mapa-turystyczna.pl/route/summ159
Suma9563,13255

Podsumowanie tras

Nosal

Trasa “na szybko”, w dniu przyjazdu mieliśmy jeszcze trochę czasu do zmroku. W teorii na 2 godziny, zajęła nam 3. Podejście jak na niskopienne misie było dość strome i męczące. Widoki super, człowiek dość szybko trafia wysoko i z wysoka spogląda na dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch. Na szczycie spotykamy pana wiewiórkę, który usiłuje wyżebrać coś do jedzenia, ale jesteśmy twardzi. Zejście, poza jednym dość trudnym do asekuracji miejscem łatwe i przyjemne…


Dolina Strążyska, Siklawica, Sarnia Skała, Dolina Białego

Trasa ponownie łatwa i przyjemna, dała nam w kość podejściem od Doliny Strażyskiej do Czerwonej Przełęczy. O ile wodospad Siklawica był łatwy przyjemny i niezbyt widowiskowy, to podejście pod Sarnią Skałę spowodowało dyskusję na temat sensu życia, chodzenia po górach i ogólnego męczenia się. W sumie dobrze, że Krzyś chciał postoje, to przynajmniej ja nie musiałem się wstydzić swojej słabej kondycji. Przed Czerwoną Przełęczą mieliśmy trochę dość i po chwili odpoczynku dałem Krzysiowi zadecydować, co robimy. Wchodzimy na Sarnią skałę, czyli jakieś 20 minut pod górę, czy idziemy dalej, już w dół. Krzyś zadecydował – idziemy w górę. Zatrzymaliśmy się przed szczytem, podejście na Sarnią skałę jest dość ostre, skaliste i śliskie. Krzyś postanowił, że chce wejść. Zdobył Sarnią skałę sam, bez pomocy. Zejście doliną Białego i potem ścieżką pod Reglami to bajka, bez postoju się obyło. Mapa pokazywała 3:20, nam zajęło 5h.


Rusinowa Polana z Łysej Polany

Dziś miał być dzień spokojny, wypoczynkowy. Pogoda pokazywała burze, deszcze i tajfuny. No może bez tych ostatnich. Leżakowaliśmy do 12, a deszcz się nie pojawił. Na pytanie co robimy, czy idziemy w góry, Krzyś powiedział, że tak, to zebraliśmy się. Miałem w planach pojechać na Wierch Poroniec, ale perking był cały zajęty, więc pojechałem na Łysą Polanę. O godzinie 13 zaczęły być już miejsca parkingowe. Plan na dziś – Rusinowa Polana. W Wierchu byłoby łatwiej, ale z Łysej Polany jest w teorii szybciej. Znaczy bliżej. Znaczy bardziej stromo. I tak było, ale podejście było ładniejsze niż z Wierch Poroniec. Na Rusinowej Polanie zjedliśmy rewelacyjne oscypki z bacówki, z kulturowego wypasu. Zeszliśmy przez Sanktuarium Matki Bożej Jaworzyńskiej Królowej Tatr, gdzie wypiliśmy gorącą herbatę (opłata co łaska). Zakończyliśmy trasę w Dolinie Filipka i busikiem wrciliśmy do auta. Trasa na 2h, zrobiona w 3h.


Dolina Małej Łąki, Przysłop Miętusi

Kolejny dzień, w którym prognoza pogody pokazuje już tradycyjnie deszcze i burze. I znów po leżakowaniu ruszamy w góry. Tym razem Dolina Małej Łąki. Po drodze prawie pustki, a dolina naprawdę rewelacyjna. Widok zapiera dech w piersiach, przynajmniej jak na widoki bez wchodzenia w wysokie góry. W dolinie z Krzysiem przeprowadzamy szkolenie z posługiwania się mapą i kompasem. Nie zakładam jakichś wielkich rezultatów, ale Krzyś jest zainteresowany i wygląda jakby coś zrozumiał. następnie idziemy na Przysłop Miętusi i dalej czerwonym szlakiem do Nędzówki i z powrotem na parking w Groniku. Trasę na 4h zrobiliśmy w … 4h! z postojem! Wyrabiamy się.


Dolina Strażyska + Siklawica

Tego dnia, ku naszemu zaskoczeniu, miało padać. Więc W planach było robienie niczego. Jednak przyjechali sąsiedzi, deszcz jak na złość nie chciał zacząć padać, więc razem z sąsiadami, na ich wyprawę zapoznawczą poszliśmy ponownie do doliny Strażyskiej. Jako że to znów ta sama trasa, to punktów GOT za nią nie dostaniemy. Sąsiedzi zaś z 3 dzieci byli odpowiednimi kandydatami na leniwą popołudniową wycieczkę. Na tyle się to przeciągnęło, że musieliśmy się przy Siklawicy odłączyć i wracać – na wieczór mieliśmy zaplanowane pranie w pralni samoobsługowej i basen, więc kończył się czas. Będąc w Zakopanem wreszcie lunęło… Całość trasy niecałe 5km. takie góry to ja lubię…


Kasprowy Wierch

Dziś plan był ambitny. Miał być wjazd na Kasprowy Wierch, następnie czerwonym szlakiem w stronę Czerwonych Wierchów. Przynajmniej do Kopy Kondrackiej i powrót przez schronisko na Hali Kondratowej, lub jakby szło dobrze, to dalej z Kopy na Małołączniak i dalej. Zdając sobie sprawę z warunków na górze (droga prowadzi granią i momentami przy urwistych zboczach) i biorąc pod uwagę wiek Krzysia (5,5 roku) zabraliśmy kask i uprząż do asekuracji. O 7:20 byliśmy w Kuźnicach. Słońce zaczynało się pokazywać.

W czasie wjazdu jednak zaczęliśmy się lekko niepokoić. Dojechawszy do stacji przesiadkowej, już pojawiły się chmury. Jadąc dalej wjechaliśmy w nie i zaczął się deszcz. Na szczycie zaś okazało się, że trwa burza. Nasz wagonik był ostatni lub przedostatni który wjechał na szczyt. Za chwilę zaczęli przybiegać ludzie ze szlaku, kompletnie przemoczeni. Po około godzinie uspokoiło się i nawet przestał padać deszcz. Ludzie mimo widoczności około 50m zaczęli rozchodzić się na szlaki. Z Krzysiem posiedzieliśmy jeszcze chwilę i postanowiliśmy wejść na szczyt Kasprowego. Widoczność dalej była maksymalnie 50m.

Na szczycie podeszła do nas rodzina 2+2, głowa rodziny pokazuje mi mapkę Tatr, taką A5 i mówi, ze tu gdzieś jest czerwony szlak i mam mu pokazać gdzie. Mam mu natychmiast pokazać, bo on tyle pieniędzy wydał na parking, na wjazd, a tu szlaki są kiepsko oznakowane. Zdziwiłem się, bo wchodząc na szczyt był kierunkowskaz na czerwony i zielony szlak i ciężko było go przeoczyć, nawet w tej mgle. Pokazałem szlak, ale powiedziałem, ze ja bym się nie pchał, bo ślisko, bo pogoda. Usłyszałem, ze jestem frajer i tchórz, że ubraliśmy się jak w Himalaje a jesteśmy cykory. I poszli w góry. Musi coś w tym być, bo poszliśmy za nimi kawałek, ze 100 m, w stronę Wierchów, a młody ze 3 razy by mi zjechał, żeby nie lina asekuracyjna (a buty miał porządne)… Doszliśmy do skrzyżowania i czerwonym szlakiem wróciliśmy najpierw na Suchą Przełęcz a następnie poszliśmy na Liliowe. Pogoda się nie poprawiała, więc zapadła decyzja o powrocie.

Wróciliśmy do kolejki wbiegając w deszczu który ponownie zaczął lać. Może i jestem tchórz, ale już się do Krzysia przyzwyczaiłem. Zjechaliśmy jako jedyni na dół. W Kuźnicach świeciło słońce… Sprawdzałem później pogodę na szczycie, ale kamery pokazywały tylko chmury… i nic więcej… Przeszliśmy niecałe 3 km, zapłaciliśmy dodatkowo za zjazd, ale bezpieczeństwo ważniejsze…


Dolina Kościeliska, jaskinia Mroźna i Smocza Jama

Długo oczekiwany dzień. Dzień jaskiń. Z Kir wyruszyliśmy przed 9. Na pierwszy ogień poszła Jaskinia Mroźna. Podejście pod górę znów lekko dało w kość, ostatnie metry spędziliśmy w biegu, nadszedł bowiem deszcz. Kupiliśmy bilety (w sumie jeden, bo Krzyś za free i weszliśmy do środka).

W wejściu do Jaskini Mroźnej Krzysztof poinformował spokojnie, że trochę się boi, ale da radę. I dał. W sumie nawet lepiej niż ja, bo jest niższy i łatwiej mu było przechodzić w niższych miejscach, gdzie ja na kolanach, starając się nie zamoczyć za bardzo plecaka, przeciskałem się klnąc w duchu, co mnie podkusiło. Krzyś szedł przodem i mówił – “Tato, dasz radę, już blisko!”. Przed wejściem złapała nas burza, na wyjściu już było po. Zejście z Jaskini Mroźnej mocno stromo. Jakbyśmy mieli tymi schodami iść w górę, to bym podziękował w połowie.

Następnie poszliśmy do schroniska na Hali Ornak, na jagody ze śmietaną i odpoczynek. W międzyczasie Krzyś mnie zadziwił, zabrał mi mapę i po przestudiowaniu jej przez chwilę powiedział jaką trasę zrobiliśmy. Uwieczniłem to na filmie, bo jestem z Krzysia strasznie dumny. Dla przypomnienia miał w tym momencie 5,5 roku.

Krzysztof czytający mapę. Duma +50.

Wracając przeszliśmy wąwóz Kraków, który jest absolutnie genialny. Nie jestem w stanie zrozumieć, że tłumy go omijają idąc doliną Kościeliska. Absolutny zachwyt. No i jaskinia Smocza Jama. Dla 5.5 latka to wyzwanie. Najpierw drabina z 5m, potem łańcuchy prawie pionowo. Obowiązkowo mokre. Następnie jaskinia z łańcuchami i prawie pionowe wyjście. Dla sporej ilości dorosłych to trudność, a co mówić o dziecku. Przydał się kask i asekuracja, w odpowiednich momentach nadstawienie nogi by miał oparcie, czy lekkie popchnięcie, by sięgnął łańcucha (a i tak wysoki jak na swój wiek jest). Ogólnie niezbyt bezpieczne miejsce, wymagające moim zdaniem dyscypliny dziecka i ciągłej kontroli i asekuracji przez rodzica. Ale może jestem nadopiekuńczy 

Wracając spotkaliśmy sąsiadów, wzbudzających zdziwienie całej doliny, gdyż szli z wózkiem na 3 dzieci :=)


Jaskinia Dziura

Blisko, szybko łatwo, w sam raz na leniwe popołudnie. Krzyś był zawiedziony, że jaskinia jest taka krótka. Przydatna może być latarka, której nie wzięliśmy – specjalnie. Krzyś nie zabrał plecaka, a ja nie przypominałem, bo nauczyć, że zawsze przed wyjściem w góry trzeba sprawdzić ekwipunek. Wyprosił jednak świecenie telefonem, który wystarczył do spokojnego zejścia na dno.

Wracając do hotelu w Małe Ciche widzieliśmy jeden z piękniejszych zachodów słońca i widok na góry.


Wieliczka i Kraków

Tego dnia plan był prosty. Wieliczka a następnie kino w Krakowie i odbiór Niny i Tomka z pociągu.

Zakładałem, że dojazd z Małe Ciche do Wieliczki to maksymalnie 90 minut. Wyjechaliśmy 2 godziny przed zarezerwowanym wejściem (można zarezerwować online 3 dni przed) i do kasy dobiegliśmy 3 minuty przed czasem. Masakra. Ilość ludzi ogromna, na szczęście wszystko ładnie opisane i weszliśmy o czasie. Krzysiowi Wieliczka się bardzo podobała. Wcześniej byliśmy w Bochni, więc już wiedział czego się spodziewać. Wylizał połowę kopalni. Nie odstępował przewodnika nawet na krok. Uświadomiliśmy sobie, że Wieliczka była trzecią kopalnią soli, którą odwiedziliśmy w tym roku. Pierwszą było Słone jezioro Hoz-e-Soltan w Iranie, druga Bochnia i trzecia Wieliczka. Z niecierpliwością czekamy, aż Krzyś urośnie, by zwiedzić Wieliczkę na trasie górniczej, która wygląda na o niebo ciekawszą. Na koniec wjechaliśmy jeszcze windą zobaczyć “świecące kamienie” i wyjechaliśmy na powierzchnię. Pojechaliśmy do kina, odebraliśmy resztę rodziny i wróciliśmy w góry późną nocą. Jeszcze tylko musiałem wyawanturować zmianę pokoju, który dostaliśmy tragiczny i udaliśmy się na spoczynek.


Rusinowa Polana z Wierch Poroniec

Dziś po śniadaniu całą rodziną ruszyliśmy w góry. Wiadomo, trasa musiała byc dostosowana do najsłabszego zawodnika. I to dziś, prawie 2 letni Tomasz zdobył pierwsze 6pkt GOT wchodząc samodzielnie na Rusinową Polanę. Byłaby szansa na więcej, ale już czas spania nadszedł. 3,2km w jedną stronę i 169m przewyższenia na Krzysztofa nie zrobiło wrażenia, w ramach pomocy przenosił brata przez kamienie i progi. Pogoda była średnia, idąc na polanę złapała nas ulewa. Na Polanie zrobiliśmy piknik – można tam kupić ciepłe oscypki z kulturowego wypasu owiec. Tomaszowi tak zasmakowały, że zjadł trzy oscypki. Na horyzoncie pojawiły się ciemne chmury, więc zebraliśmy się do hotelu. Tomasz jeszcze chwilę poszedł na nogach, ale już zaczynał być marudny, został zapakowany do nosidła i od razu zasnął.


Dolina Olczyska

Dzień ostatni tegorocznych gór. w drodze do domu postanowiliśmy jeszcze przejść się Doliną Olczyską, od Jaszczurówki. W teorii miał być szybki, lecz Tomasz postanowił oglądać każdy kamień. Z odcinka w teorii 2km (w praktyce do postoju miałem lekko ponad 3km na endomondo… takimi zygzakami szliśmy). Tomasz z tej trasy zrobił całość bez może 400 metrów, ale nadrobił schodząc – więc 4pkt GOT mu się należą. W drodze powrotnej dopadła nas ulewa i grad. Mimo płaszczy przemoczyła nas do… majtek. Lunęło nagle i niespodziewanie. W pośpiechu zakładaliśmy płaszcze będąc zalewani strugami lodowatej wody. Za chwilę doszedł do tego grad. Założyłem płaszcz na siebie i Tomasza, wziąłem go na ręce i niosłem, byle dojść pod drzewa, które za blisko nie były.

Tomaszek, mimo tego, że został w brutalny sposób obudzony, nie płakał tylko komentował grad walący w głowę Pac pac pac! Dzieci wykazały się hartem ducha i Tomaszek dzielnie rozglądał się, będąc niesionym, a Krzyś śpiewał całą drogę na parking. Na parkingu zaś dokonaliśmy kompletnego przebrania się. Pierwszy raz zmokłem tak, że miałem mokre wszystko – nawet skarpety w nieprzemakalnych butach… To nas góry pożegnały…

Zaczynam obawiać się, czy za rok Nina nie wyśle mnie w góry już z dwójką urwisów…

Recommended Posts

No comment yet, add your voice below!


Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *