Przed wyjazdem

Planowanie podróży po naszemu: loty, mapy i rodzinne wybory

Od bucket listy do wydrukowanego planu dla dzieci. Nasze loty, mapy i rodzinne wybory.

Google Flights · Moje Mapy · Tripomatic

Kiedyś nastawiliśmy się na Tajlandię. Kupiliśmy przewodniki, zaczęliśmy przygotowania i pojawiła się promocja do Meksyku. Poniżej 1000 zł, błąd taryfowy. No to polecieliśmy do Meksyku. Tajlandię odwiedziliśmy później.

Tak właśnie wygląda u nas planowanie podróży. Mamy miejsca, które chcemy zobaczyć, ale nie upieramy się, że muszą wystąpić w konkretnej kolejności. Czasem wybieramy kraj i polujemy na bilety, czasem najpierw trafia się lot, a potem siadamy do czytania, co my tam właściwie będziemy robić.

Bucket lista jest. Kolejność ustalają też promocje

Naszą bucket listę znajdziecie tutaj. Właściwie są to cztery listy, bo każde z nas ma swoje pomysły. Japonia jest na wszystkich czterech. Przy innych kierunkach zgodność bywa mniejsza, więc już sam wybór kraju daje materiał do rodzinnej dyskusji.

Cztery listy, jedna rodzina

Nasze kierunki do odwiedzenia i miejsca już odhaczone.

Promocji szukamy na Fly4free, Wakacyjnych Piratach, Mlecznych Podróżach i wielu innych stronach. Do tego dochodzą kanały na Telegramie. Jeśli wiemy, że chcemy gdzieś polecieć, przeglądamy okazje pod konkretny kierunek. Ale jak widać po Meksyku, potrafimy też zmienić zdanie.

Gdy szukamy sami, do porównania połączeń można wykorzystać choćby Skyscanner, KAYAK, momondo, Kiwi.com i eSky. Osobnego miejsca wymaga Google Flights, bo pomaga również wtedy, gdy jeszcze nie wiemy, dokąd chcemy lecieć.

Google Flights: dokąd polecieć i kiedy będzie taniej

W Google Flights, czyli Lotach Google, można zacząć od lotniska wylotu i poszukać pomysłu na mapie. Dla nas to pasuje do tego drugiego sposobu planowania: mamy ochotę na wyjazd, ale kierunek jest jeszcze do ustalenia.

1. Podajemy skąd, a cel zostawiamy otwarty

Wejdź w Podróże Google i otwórz Loty. Wpisz miasto lub lotnisko wylotu, na przykład Warszawę. Pole „Dokąd?” zostaw puste, ustaw daty i kliknij „Eksploruj”. Możesz też wejść od razu na mapę kierunków Odkrywaj.

Potem oglądamy mapę. Na drugim screenie jest inny wariant terminu: tygodniowy wyjazd w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Przy miastach widać ceny, a po lewej propozycje z datami i czasem lotu. Można zbliżyć mapę do konkretnego regionu i sprawdzić, gdzie pasuje nam polecieć. Wtedy dopiero wybieramy kierunek do dokładniejszego przejrzenia.

2. Ruszamy datami, jeśli mamy taką możliwość

W Odkrywaj można szukać w konkretnym terminie albo skorzystać z elastycznych dat. Przy wybranej trasie przydają się kalendarz, siatka dat i wykres cen. Kalendarz pokazuje ceny dla dni, siatka pozwala porównać zestawienia wylotu i powrotu, a wykres pomaga rozejrzeć się po sąsiednich terminach.

Warto sprawdzić, co się stanie po przesunięciu podróży o dzień czy dwa. Łatwiej to zobaczyć w jednym widoku, niż za każdym razem wpisywać od nowa datę powrotu.

3. Ograniczamy przesiadki i czas podróży

Filtry pozwalają zawęzić między innymi liczbę przesiadek, linie i godziny lotów. W wynikach zwróć też uwagę na różnicę między kartami „Najlepsze” i „Najtańsze”. Ta druga mocniej stawia na cenę, co może oznaczać mniej wygodne połączenie. Zanim zacznę się cieszyć oszczędnością, wolę zobaczyć, ile godzin będziemy na nią pracować na lotnisku.

4. Jeśli nie kupujemy, można włączyć alert

Po wybraniu trasy włącz „Monitoruj ceny”. Google pozwala obserwować konkretne daty, a także „Dowolne daty”. Powiadomienia przychodzą e-mailem przy istotnych zmianach cen. Przydaje się do kierunku z bucket listy, na który jeszcze nie trafiliśmy z dobrą ofertą. Szczegóły opisuje pomoc Google dotycząca monitorowania cen.

5. „Loty – okazje”: opisujemy, czego szukamy

W eksperymentalnym widoku „Loty – okazje” można opisać wyjazd zwykłym zdaniem. Sprawdziliśmy to na konkretnym przykładzie: tygodniowy urlop w styczniu 2027, Azja, budżet do 1900 zł, wylot z Warszawy.

I bez problemu znaleźliśmy lot do Indii poniżej 2000 zł. W wynikach pojawił się Bombaj za 1746 zł za osobę w obie strony, w terminie 13–20 stycznia 2027. Na screenie widać już dopasowany termin i ustawiony limit ceny.

Klikamy ofertę i oglądamy połączenia. W tym przykładzie jest British Airways z jedną przesiadką na londyńskim Heathrow. Przy ofercie za 1746 zł podróż w stronę Bombaju trwa 17 godz. 50 min. Obok jest też droższa opcja z dłuższym oczekiwaniem. Warto rozwinąć szczegóły, zanim wybierzemy bilet.

Po rozwinięciu widać oba odcinki: Warszawa–Heathrow i Heathrow–Bombaj. Sama przesiadka zajmuje 5 godz. 40 min, a przylot do Indii wypada następnego dnia. To już konkretne informacje do porównania z innymi ofertami, oprócz samej kwoty na początku wyszukiwania.

1746 zł to cena znaleziona podczas tego wyszukiwania. Przed zakupem sprawdzamy ją ponownie u sprzedawcy, razem z bagażem i warunkami biletu. Samą funkcję opisuje pomoc Google dotycząca wyszukiwania okazji z AI.

6. Przed zapłatą sprawdzamy całą ofertę

Google przekierowuje do linii lub pośrednika, u którego kończy się rezerwację. Tam sprawdzamy ostateczną cenę, bagaż i warunki biletu. Przy oddzielnych biletach lub samodzielnej przesiadce trzeba też ustalić, czy konieczne będzie odebranie i ponowne nadanie bagażu. Takie połączenie wymaga innego zapasu czasu niż zwykła przesiadka.

Otwórz mapę i sprawdź swój wylot

Zacznij od lotniska i terminu. Potem wybierz kierunek, porównaj daty i warunki połączenia.

Opis kalendarza, filtrów i rezerwacji: pomoc Google Flights. Porównanie wyników: „Najlepsze” i „Najtańsze” oraz wskazówki cenowe.

Zanim kupimy: pogoda, bezpieczeństwo i szczepienia

Przy obiecującej ofercie sprawdzamy, czy do danego kraju warto jechać właśnie wtedy. Jaka jest pogoda, czy interesujące nas miejsca będą dostępne, czy da się między nimi przejechać. Patrzymy na miesiąc i region, a nie jedną średnią temperaturę dla całego kraju.

Sprawdzamy też bezpieczeństwo, zasady wjazdu i szczepienia. Punktem wyjścia są informacje MSZ dla podróżujących oraz informacje sanepidu o zagrożeniach zdrowotnych w podróży. Wymagania i zalecenia dotyczące szczepień trzeba sprawdzić dla konkretnego wyjazdu; wątpliwości zdrowotne wyjaśnia się z lekarzem medycyny podróży.

Nie mamy jeszcze wtedy wybranego każdego noclegu. Chcemy wiedzieć, czy kierunek i termin nam pasują. Jeśli tak, kupujemy loty i zaczyna się dokładniejsze grzebanie w mapach.

Mapa atrakcji: najpierw zaznaczamy wszystko

Szukamy informacji, co zobaczyć w danym kraju. Czytamy relacje, przeglądamy opisy i zdjęcia. Każde miejsce, które nas zainteresuje, ląduje na mapie. Góry, miasta, zabytki, punkty widokowe, coś znalezionego przy okazji czytania o czymś zupełnie innym.

Punktów robi się duuuużo. Na tym etapie łatwo uwierzyć, że skoro wszystko zmieściło się na ekranie, to jakoś zmieści się też w urlopie. Ja też chętnie w to wierzę, dopóki nie zacznę sprawdzać przejazdów.

Tak wygląda nasza mapa na etapie planowania męskiego wyjazdu do Bułgarii w 2026 roku. Korzystamy tu z Google Moje Mapy. Są warstwy z miejscami do zobaczenia, punkty i poprzymierzane przejazdy. Dopiero przy takiej mapie widać, ile pomysłów próbujemy zmieścić w jednym wyjeździe.

Nie usuwamy od razu mniej ważnych miejsc. Zaznaczenie punktu do niczego nas jeszcze nie zobowiązuje, a później może wyjść, że będziemy tuż obok. Wtedy szkoda byłoby ponownie szukać czegoś, co już raz znaleźliśmy.

Rodzinna narada: musimy, możemy, odpuszczamy

Siadamy do mapy i oznaczamy punkty według trzech kategorii:

Musimy zobaczyć

Najważniejsze miejsca, pod które chcemy układać trasę.

Możemy zobaczyć przy okazji

Jeśli będzie blisko, po drodze i wystarczy czasu.

Nie musimy zobaczyć, ale ładne

Zostają na mapie, bez obowiązku docierania do nich.

To jest moment, w którym lista atrakcji zaczyna odpowiadać temu, czego chcemy wszyscy, a nie tylko temu, co dobrze wyszło komuś na zdjęciu. Każdy ma swoje punkty i trzeba znaleźć na nie miejsce.

Tyle że nawet „musimy” nie daje gwarancji. Jeśli dojazd oznacza cały dzień w jedną stronę, sprawdzamy, czy naprawdę chcemy poświęcić na to tyle czasu. Czasem manewrujemy trasą. Czasem okazuje się, że coś trzeba wyrzucić, choć bardzo się na to nastawiliśmy. Aczkolwiek łatwiej podjąć taką decyzję w domu niż po całym dniu jazdy.

Układamy trasę i sprawdzamy, czym dojedziemy

Łączymy najważniejsze punkty i szukamy transportu. Czy dojedzie tam autobus, czy potrzebny będzie samochód, czy lepiej sprawdzić lot wewnętrzny. Kolejność miejsc i sposób przemieszczania się ustalamy razem, bo jedno wpływa na drugie.

Zaznaczona droga nie wystarczy. Interesuje nas czas przejazdu, konkretne połączenie i to, czy po dotarciu zostanie jeszcze czas na zwiedzanie. Gdy jakiś odcinek nie pasuje, wracamy do mapy. Przesuwamy nocleg, zmieniamy kolejność albo odpuszczamy punkt.

W podróży z Atacamy do Patagonii korzystaliśmy z przelotów. To dobry przykład, dlaczego transport warto rozpatrywać razem z odległościami. Samo stwierdzenie, że dwa miejsca są w tym samym kraju, niewiele jeszcze załatwia.

Noclegi dobieramy do trasy

Kiedy wiemy już, gdzie chcemy być, wybieramy miejsca na postoje i noclegi. Sprawdzamy, co zobaczymy z danej bazy i które punkty z kategorii „przy okazji” mamy w zasięgu. Dopiero wtedy szukamy konkretnych noclegów i transportów do zarezerwowania.

Przy noclegu liczy się też to, jak z niego ruszymy dalej. Tańszy pokój daleko od planowanej trasy może oznaczać dodatkowy dojazd rano i wieczorem. Patrzymy więc na lokalizację razem z ceną, zamiast najpierw rezerwować, a potem zastanawiać się, jak tam dotrzeć.

Tripomatic: z mapy robimy plan na każdy dzień

Kiedy mamy już wybraną trasę, rozpisuję dni w Tripomatic. Układam kolejność zwiedzania, przejazdy i noclegi. Przy punktach dopisuję informacje o miejscach i to, co przyda się podczas wyjazdu. Na mapie widzę cały odcinek, a obok mam plan konkretnego dnia.

Na przykładzie z Bułgarii jest dzień ze Skałami Lakatnickimi, jaskinią Magura i twierdzą Bełogradczik. Widać też, gdzie zaczynamy, gdzie kończymy i jak mają się do tego przejazdy. Łatwiej wtedy ocenić, czy znowu nie zaplanowałem za dużo.

Potem eksport, drukarka i plan dla dzieci

Gotowy plan eksportuję i drukuję dzieciom, żeby widziały, co zobaczą. Dostają mapki, miejsca ułożone po kolei i opisy. Na stronie z Sofią widać choćby tekst skierowany do Krzyśka i Tomka przy soborze św. Aleksandra Newskiego. Mogą przed wyjazdem przeczytać, co jest tam ciekawego, i obejrzeć trasę na dany dzień.

W eksporcie jest też zestawienie typowej pogody dla miejsc na trasie. To dane oparte na wieloletnich średnich klimatycznych. Pomagają zorientować się w warunkach; prognozę na konkretne dni sprawdza się bliżej wyjazdu.

I tak kończy się u nas planowanie podróży: od promocji na lot, przez mapę pełną pomysłów i rodzinne wybieranie, do rozpiski dni, którą dzieci dostają do ręki.

Na mapie nadal zostaje sporo nieodwiedzonych miejsc. Część odpada w rodzinnej dyskusji, część przy liczeniu dni i przejazdów. Zostawiamy je zapisane, a do naszej bucket listy wracamy przy kolejnym wyjeździe. Tajlandia też w końcu doczekała się swojej kolejki.

Bilety kupione? Jeszcze wybór foteli

We wpisie o miejscach w samolocie pokazujemy układy kabin i sposób sprawdzenia fotela przed rezerwacją.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *