Obudziliśmy się w doskonałych humorach. Śniadanie w hotelowej restauracji było bardzo smaczne i obfite. Po śniadaniu ustaliliśmy, że idziemy negocjować cenę noclegu, gdyż mieliśmy nocować na wyższym piętrze. Nie dało się wynegocjować satysfakcjonującej nas kwoty, więc spakowaliśmy się i pojechaliśmy w okolice Khao San Road do hotelu w którym nocowaliśmy poprzednio. Za 1/5 ceny. No i blisko do street foodu, na który dalej mieliśmy ochotę.


Khao San Road

Happio. To nasz hotel. Wzieliśmy nocleg w pokoju bez okna. W sumie z oknem, ale na korytarz. Przecież chcieliśmy przespać się tylko jedną noc. Większość pokoju stanowiło łóżko – i to nam wystarczyło do spania i pakowania się. Zwiedzaliśmy okolice Khao San, wieczorem wyskoczyliśmy jeszcze na kolację i następnego dnia, w środku nocy wezwaliśmy Graba, by zawiózł nas w stronę zachodzącego słońca. A przynajmniej na razie w stronę lotniska. Przygoda w Tajlandii zakończyła się. Teraz czas planować kolejną… Tyko jeszcze trzeba dotrzeć do domu.

Lot Bangkok – Doha – Warszawa

A w domu – ZIMA!

Auto trzeba najpierw odkopać…

Szaman IT, zmuszony przez rodzinę do dokumentowania ich szalonych pomysłów. Z charakteru domator – z przymusu – szwędacz.