Indonezja · 2013

Indonezja – Dzień XVII i kolejne na wyspie Gili Meno

Adam Czas czytania: 2 min 27 zdjęć

DojazdDzień XVI Na łodzi → Dzień XVII i kolejne na wyspie Gili Meno ~184 km

PowrótDzień XVII i kolejne na wyspie Gili Meno → Denpasar ~109 kmDenpasar → Specjalny Region Stołeczny Dżakarta ? ~966 kmSpecjalny Region Stołeczny Dżakarta → Doha ? ~6 923 kmDoha → Warszawa ? ~3 935 km

Indonezja – Dzień XVII i kolejne na wyspie Gili Meno
Gili Meno, Indonezja
Mapa: Gili Meno, Indonezja

Indonezja

Kraj

2013

Rok wyprawy

27

Zdjęć

2 min

Czas czytania

Tu niestety kończy się nasza relacja.

Co prawda przydałoby się uzupełnić ją o szczegóły – jednak kto ma na to czas…

Popłynęliśmy na Gili Meno i był to słaby pomysł. Wyspa mała, taka sobie. W sumie nawet sensownych knajp nie było. I dało się ją obejść. I były pająki o kadłubku wielkości męskiej pięści i sieci na 4 metry rozciągniętej nad drogą.

Ciekawy za to był powrót, ponieważ okazało się, że pierwszy prom odpływa mocno późno… tak bardzo na styk z samolotem. Jednak byliśmy dobrej myśli. Do czasu.

Szybki prom był tak szybki, że wbił się w nabrzeże. Dosłownie. z połowy bulajów posypało się szkło, a część nabrzeża pojawiła się w środku łodzi. Ciekawe przeżycie. Następnie sprint do transportu, poganianie kierowcy, korki i na lotnisku wysiedliśmy mając 30 minut do odlotu. Już nie było co się śpieszyć.

Ogarnęliśmy nowe bilety, na „zaraz” – priorytetowo na jakiś wózek wrzucono nasze bagaże i biegiem przez lotnisko za przewodnikiem. Dobiegliśmy do kontroli bezpieczeństwa i Lipek zorientował się, że w sumie nie skojarzył, że oddawaliśmy bagaże i ma plecak ze sobą. Ok, nie ma problemu, zmieści się stwierdził przewodnik, dawajcie.

I tu okazało się, że Lipek w plecaku ma scyzoryk. No normalne, to bagaż nadawany wiec i tak dobrze, że tylko to… Celnicy postanowili go zabrać, Lipek się aferował, ale nie wskórał nic. Wściekły z ciężkim plecakiem biegł dalej do Gate. I tu nastąpiło kolejne siarczyste KURWA. Gate zamknięty, transportu nie ma. Na to nasz przewodnik chyba poczuł się pod presją i pokazuje, żeby biec po płycie lotniska. Do samolotu. JA PIE… Ok… lecimy przez pół lotniska, widzimy, że odjeżdżają schody. No nie… nie damy się. Biegniemy i machamy rękoma nad głową, machamy jak na stopa…

Wtem drzwi z przodu samolotu się otwierają i zostaje nam spuszczona drabina… Okeeeeeej. Wdrapaliśmy się z naszymi bagażami do samolotu – miny pasażerów bezcenne.

Byliśmy święcie przekonani, że nadane bagaże nie dolecą, ale o dziwo – dotarły do samolotu wcześniej niż my.

Koniec.

Dalej na trasie

Co było dalej?

Piszemy we czwórkę

Adam, Nina, Krzyś i Tomek – od 2003 roku w drodze, dziś z dziećmi. Bez all-inclusive i bez przewodnika, za to z mapą, plecakami i odrobiną chaosu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *