Tajlandia – Świątynie Chiang Mai – 2016-11-21

/, Wyjazd, Z Dzieckiem w świat/Tajlandia – Świątynie Chiang Mai – 2016-11-21

Tajlandia – Świątynie Chiang Mai – 2016-11-21

Dziś będziemy zwiedzać świątynie w Chiang Mai!

Pozujemy

Pozujemy

Dworzec w Chiang Mai, mina do zdjęć

Dworzec w Chiang Mai, mina do zdjęć

Pierwszy słoń Krzysztofa

Pierwszy słoń Krzysztofa

Do Chiang Mai docieramy z 15min opóźnieniem. Dworzec jest śliczny. Najbardziej podoba się Krzysiowi, który po wsadzeniu na drewnianego słonia zażądał, żeby zrobić mu zdjęcie. Podobają mu się również fontanny i kamyczki i jest obrażony na Adama, że ten tak szybko zamówił taksówkę. Decydujemy się ponownie na Graba i przejazd do Panda House Chiang Mai (https://goo.gl/Spzm09) kosztuje nas 100thb. Zameldowanie jest od 12 więc postanawiamy zamówić kanapki, herbatę i kawę. Krzyś i jego auta realizują się na podłodze. Pokój jest gotowy ok. 10.30 i pierwsze od czego zaczynamy to prysznic. Oczywiście Krzyś jako pierwszy jest rozebrany. Pokój jest duży i wygodny, natomiast łazienka na pierwszy rzut oka wydaje się być w gorszym stanie. Po 2 „godzinkach dla słoninki” postanawiamy ruszyć się i coś zwiedzić.

Fosa i mury dookoła starego miasta w Chiang Mai

Fosa i mury dookoła starego miasta w Chiang Mai

Krzyś: Idziemy taaak, taaaak i taaaaaam

Krzyś: Idziemy taaak, taaaak i taaaaaam

Adam zaplanował ok. 5km trasę zahaczającą o największe atrakcje Chiang Mai. Intuicja ciuchutko mówi nam, że chyba to nie najlepszy pomysł, bo Krzyś wygląda na zmęczonego ale perspektywa siedzenia cały dzień w pokoju pcha nas do przodu. Zostawiamy ubrania do prania i udajemy się na spacer, który zaczyna się przyjemnie ponieważ wzdłuż naszej trasy są fontanny. W międzyczasie rozglądamy się za czymś do jedzenia.

Wat Chiang Man

Pierwszy punkt programu to świątynia  Wat Chiang Man.

 

Jedna z najstarszych świątyń w okolicy. Wzniesiona około roku 1300. W środku są 2 niezwykle stare figurki Buddy – być może nawet sprzed 2000 lat.

 

Wejście do Wat Chiang Man

Wejście do Wat Chiang Man

Wnętrze Wat Chiang Man

Wnętrze Wat Chiang Man

Wnętrze Wat Chiang Man

Wnętrze Wat Chiang Man

Wejście bezpłatne. Całość zwiedzało się przyjemnie a największe wrażenie zrobiły na mnie żywopłotowe słoniki. W celu skrócenia sobie trasy wychodzimy bocznym wyjściem. A to się Nina popisała z opisem. Ewidentnie zła była na potomka… lub na mnie. Tak więc, postaram się nadrobić trochę z tej opowieści. Szliśmy i zaczynaliśmy być głodni. Znaczy Nina i Krzysztof. Ewidentnie podpadałem żonie. Po drodze jak na złość nie było nic do jedzenia. Ani sklepiku, ani straganów, nic. Kompletnie. No może ze 2 jadłodajnie były, ale takie dla Amerykanów więc nawet nie zaglądaliśmy. Doszliśmy do Wat Chiang Man i Krzysztof się ożywił. Sam wiedział, że trzeba zdjąć buty, oglądał w środku wszystko, bardzo podobały mu się kolorowe kamienie jakimi budynki były udekorowane. Bardzo zadowolony rozglądał się wszędzie. Na zewnątrz, z tyłu znajduje się chedi – stupa umieszczona na grzbietach słoni. Wokoło żywopłoty miały kształt słoni – bardzo ładnie to wyglądało.

Przed wejściem do świątyni należy zdjąć buty

Przed wejściem do świątyni należy zdjąć buty

Zdobienia filarów

Zdobienia filarów

Krzyś jak sroka - lubi kolorowe kamyczki

Krzyś jak sroka – lubi kolorowe kamyczki

Stupa na grzbiecie słoni

Stupa na grzbiecie słoni

Stupa i Wat Chiang Man od strony ogrodu

Stupa i Wat Chiang Man od strony ogrodu

jeden z kwiatów w świątynnym ogrodzie

Jeden z kwiatów w świątynnym ogrodzie

Altanka bez mostu. Ciekawe czy da się doskoczyć?

Altanka bez mostu. Ciekawe czy da się doskoczyć?

Droga

Stragan z Niny naleśnikiem

Stragan naleśnikiem Niny

Naleśnik z tuńczykiem w pełnej krasie

Naleśnik z tuńczykiem w pełnej krasie

Po drodze kupujemy tackę z papają, której połowę zawartości pochłania Krzyś. Przemieszczanie się idzie nam coraz gorzej – jako motywator występują lody. Ponieważ lody w blue opakowaniu są miętowe udaje mi się namówić Krzysia na inny wybór, niestety kolejny również jest nie najszczęśliwszy. Podczas gdy chłopaki jedzą loda w opuszczonym sklepie ja cierpliwie czekam przy ulicznym straganie na swoja kolejkę, aby zamówić naleśnika. Nie wysilając się na komunikację po angielsku wskazuję palcem ser i tuńczyka. Na migi ustalam też, że ma być nieostry. Naleśnik składany jest w wachlarz i pakowany do foliowej a następnie papierowej torebki. Pierwszy gryz i okazuje się, że sam naleśnik jest.. słodki. Kombinacja smakuje nieźle i kosztuje mnie 40thb.

Z Krzysiem w kryzysowym stanie docieramy do jakiejś restauracji. Pad thai, smażony ryż z kurczakiem i jajkiem oraz dla poprawienia humoru sok jabłkowy. Pierwszy łyk i Krzyś wypluwa wszystko – jabłko zostało zmiksowane ze skórką więc ma nieprawidłową konsystencję. Za to ryż zyskuje aprobatę ponieważ ma kukurydzę oraz groszek. Posiłek poprawia nam wszystkim humor. W drodze do kolejnych atrakcji zachodzimy do małego sklepiku, przed którego wejściem jest drewniany konik na biegunach. Krzyś oddaje się przejażdżce, Adam w międzyczasie wymienia pieniądze w najbliższym kantorze (kurs 35,00) a ja wizytuję sklepik. W środku jest mnóstwo kolorowych drobiazgów więc wiele nie trzeba, żeby Krzyś wyprosił sznurek z nanizanymi kolorowymi koralikami i pomponikami zakończone słonikiem w jedynym słuszny kolorze blue. Taaak – jak już się najadła, połaziła po sklepach to od razu zaczęła sie rozpisywać.

Na koniku przed sklepem z badziewiakami

Na koniku przed sklepem z badziewiakami

Wat Phan Tao

Kolejny punkt programu to Wat Phan Tao, która podoba nam się wszystkim. Mi i Adamowi ze względu na swój urok, Krzysiowi ponieważ może podyńdać dzwonami oraz pobiegać po bambusowej kładce.

 

Wejście na teren świątyni. Ale miałem frajdę robiąc zdjęcie "rybim okiem!"

Wejście na teren świątyni. Ale miałem frajdę robiąc zdjęcie „rybim okiem!”

Staw w którym odbija się posąg Buddy

Staw, w którym odbija się posąg Buddy

Ech, za mało miejsca, by objąć całość. A z rybiego oka takie ładne nie wyszły :(

Ech, za mało miejsca, by objąć całość. A z rybiego oka takie ładne nie wyszły 🙁

Wat Phan Tao

Wat Phan Tao

Staw w którym odbija się posąg Buddy

Staw w którym odbija się posąg Buddy

Wat Phan Tao - wnętrze swiątyni wykonanej z drewna tekowego

Wat Phan Tao – wnętrze swiątyni wykonanej z drewna tekowego

Misy ofiarne

Misy ofiarne

Wat Chedi Luang

Decydujemy się jeszcze na odwiedzenie Wat Chedi Luang, która jest tuż obok. Wejście płatne 40thb/osobę. Zostaję też poproszona o założenie długiej, wiązanej w pasie spódnicy ponieważ  ta, którą mam jest za krótka. Wolnym krokiem zwiedzamy kompleks odwiedzając każdego Buddę i zdejmując buty przed każdą świątynią.

 

Na wejściu do świątyni

Na wejściu do świątyni

Wejście do tej świątyni tylko dla mężczyzn (i chłopców)

Wejście do tej świątyni tylko dla mężczyzn (i chłopców)

Replika chedi zbudowanego w XV wieku. Tu przechowywano Szmaragdowego Buddę

Replika chedi zbudowanego w XV wieku. Tu przechowywano Szmaragdowego Buddę

Krzysztof zastanawiał się, czy mnich jest żywy

Krzysztof zastanawiał się, czy mnich jest żywy

Nie był żywy - ale odwzorowany idealnie.

Nie był żywy – ale odwzorowany idealnie.

Pełen przepychu viharn

Pełen przepychu viharn

Ozdoby wieszane przez wiernych w świątyni

Ozdoby wieszane przez wiernych w świątyni

Przepięknie zdobiona świątynia - z daleka wyglądała jak zrobiona ze smoczych łusek :)

Przepięknie zdobiona świątynia – z daleka wyglądała jak zrobiona ze smoczych łusek 🙂

Bogate, kapiące złotem wnętrze

Bogate, kapiące złotem wnętrze

Wejście do Wat Chedi Luang. Podobno najpiękniejsze w Tajlandii węże strażnicze.

Wejście do Wat Chedi Luang. Podobno najpiękniejsze w Tajlandii węże strażnicze.

Wejście do Wat Chedi Luang po zachodzie słońca

Wejście do Wat Chedi Luang po zachodzie słońca

Niestety na sam koniec Krzyś nie chce założyć butów a potem wykopuje je przez wyjście. Chowam je do plecaka i z rozhisteryzowanym dzieckiem łapiemy tuk tuka. Jesteśmy na straconej pozycji, aby negocjować cenę więc zgadzamy się na 100thb za 2-2,5km przejażdżkę. Oczywiście Krzyś miał prawo mieć dość. Nie dość, że nie wyspał się, to jeszcze 5km w słońcu zrobiło swoje. No i pół dnia na nogach. Biedny grzybek. Wyrodni rodzice. Poprawimy sie przy kolejnym dziecku. Może.

Hotel

W hotelu czekają już na nas Lipki, którzy wrócili ze słoniowej wycieczki. Szybko ustalamy, że oni idą jeść a my pozbyć się dziecka. Jednak dochodzimy do wniosku, że nasz Tuptaczek aż taki zły nie jest, żeby się go pozbywać  i fundujemy mu tylko prysznic i piżamka. Po 30 sekundach od przyłożenia głowy do poduszki Krzyś zasypia. Gdy Iwona i Grześ a wraz z nimi Monika i Bartek wracają z kolacji schodzimy na dół w dużo lepszych humorach. Odpalamy połączenie video hang outa jako niańkę i siadamy na zewnątrz. Świętujemy Adama 40-te urodziny tajskim whisky o smaku perfumowanego rumu ze spritem lub colą. Ok. 22 Krzyś przebudza się więc Adam idzie go utulić a docelowo zostaje w pokoju. Później odpadają Monika i Bartek, ja siedzę z Iwoną i Grześkiem do 24.  W tym miejsci chciałbym serdecznie podziękować Lipkom za prezent i spędzony czas, a także za pokazanie, że prezent zmieszany ze spritem jest lepszy niz z colą 🙂

 

By | 2017-05-01T17:18:21+00:00 Maj 1st, 2017|Tajlandia, Wyjazd, Z Dzieckiem w świat|0 Comments

About the Author:

Matka, żona, nosicielka wszelkiego typu przydasiów.

Leave A Comment