Tajlandia · 2016

Tajlandia – zwiedzanie Sukhothai

Adam Czas czytania: 5 min 113 zdjęć

Dojazdautem z Chiang Mai do Sukhothai → zwiedzanie Sukhothai ? ~13 km

Tajlandia – zwiedzanie Sukhothai
Sukhothai Historical Park, Mueang Kao, Mueang Sukhothai District, Prowincja Sukhothai, Tajlandia
Mapa: Sukhothai Historical Park, Mueang Kao, Mueang Sukhothai District, Prowincja Sukhothai, Tajlandia

Tajlandia

Kraj

2016

Rok wyprawy

113

Zdjęć

5 min

Czas czytania

Zwiedzanie Sukhothai zaczęliśmy pieszo, ale po pierwszych pięćdziesięciu metrach wróciliśmy po tuk-tuka. Z prawie trzyletnim Krzysiem tak było rozsądniej. Wśród ruin trafiły się i większe grupy, i miejsca, gdzie prawie nikogo nie było. Dzień opisała Nina. To listopad 2016 roku, po przyjeździe samochodem z Chiang Mai . Podane ceny oraz zwolnienie z opłat w okresie żałoby po śmierci króla dotyczą tamtej wizyty.

Tajlandia – zwiedzanie Sukhothai

Rano budzą mnie głosy z sąsiedniego pokoju – okazuje się, że ściana łącząca nasz i sąsiedni pokój zakończona jest oknem bez szyby. Bardzo wpływa to na akustykę. Dzień zaczynamy od śniadania – mamy do wyboru 3 wersje zachodnie i 1 tajską, Krzyś dostaje szklankę mleka i 2 croissanty. Podczas pakowania chłopaki zwiedzają nasz guesthouse. Żegnamy się z naszymi gospodarzami i udajemy się w stronę Historical Park Sukothai.

Sukhothai – dawna stolica Tajlandii

Sukhothai było stolicą królestwa Syjamu w XIII i XIV wieku. Park historyczny należy do wspólnego wpisu UNESCO razem z Si Satchanalai i Kamphaeng Phet. Między ruinami zachowały się stawy, kanały i fosy, elementy dawnego systemu gospodarowania wodą.

Droga faktycznie jest prosta, ok. 13km od centrum miasta. Parkujemy bez problemu. Ze względu na śmierć króła do końca stycznia 2017r. wejście do kompleksu jest bezpłatne. Po przejściu ok. 50m widzimy, że będzie ciężko zwiedzić choć najbliższą świątynię więc postanawiamy wrócić się i wynająć tuk tuka. Większość ludzi wypożycza rowery i muszę przyznać, że to świetny pomysł ponieważ drogi są w większości asfaltowe i bardzo dobrze utrzymane. Kierowca chce od nas 300thb i wiedząc, że tutaj nasze pole do negocjacji jest również marne zgadzamy się. Przy wjeździe czeka nas niespodzianka – bilet za tuk tuka w wysokości 50thb.

Z przeczytanych wcześniej informacji wiedzieliśmy, że płaci się za wstęp również za pojazdu ale przy ustalaniu ceny za 2 godzinną przejażdżkę nie było o tym mowy. Zbulwersowana zarządzam, że wysiadamy. Kierowca poddaje się i w sumie nikt niepłaci za bilet.

Wat Mahathat

Zwiedzanie zaczynamy od Wat Mahathat gdzie najbardziej podoba się Krzysiowi. Mimo napisów zakazujących wspinaczki młody wdrapuje się na niższe i wyższe postumenty i murki. Ludzi jest umiarkowanie dużo. Trochę ganiamy się z tajską szkolną wycieczką między kolumnami. Następnie kierowca wiezie nas do kolejnej świątyni.

Wat Mahathat zajmuje rozległy teren z rzędami kolumn, ceglanymi tarasami i wieloma stupami. Nad nimi wyrasta główna chedi o zwieńczeniu przypominającym zamknięty pąk lotosu. Jasne posągi Buddy stoją albo siedzą między odsłoniętymi murami, bez dawnych dachów nad głowami.

Z bliska widać resztki jasnych tynków i zdobień na cegłach. Przy wysokich stojących posągach budynki zachowały boczne ściany, a nad wejściami pozostały dekorowane wnęki. Ciemne kolumny ustawione w równych szeregach wyznaczają wnętrza sal, które dziś są otwarte na niebo.

Dalej są mniejsze chedi i niskie fundamenty, między którymi rośnie trawa. Stawy odbijają wieże i korony drzew. Różnica skali jest spora: obok wysokich figur i kolumn stoją postumenty sięgające dziecku do pasa.

Wat Si Sawai

Spędzamy tu Sporo czasu. bardzo urokliwe miejsce. Krzyś biega dookoła i wchodzi w każdą dziurę. Trochę czujemy się jak w filmie Indiana Jones – Może nie jest to Angkor Wat, ale za to prawie nie ma tu ludzi. A to jednakdużo daje. Cieszymy się, gdyż jako alternatywę mieliśmy zwiedzenie Ayutthaya – lecz tam, podobno, ze względu na bliskość Bangkoku są tłumy.

Wat Si Sawai łatwo rozpoznać po trzech wieżach typu prang. Wyrosły z tradycji architektury khmerskiej, a znaleziska archeologiczne wskazują na pierwotne przeznaczenie hinduistyczne. Dopiero później świątynia stała się buddyjska. Wieże mają wąskie wejścia i kilka pięter wnęk z resztkami dekoracji.

Między ciemnymi kolumnami widać ceglane podstawy i jasne fragmenty dawnych okładzin. Nad drzwiami zostały łuki i stiukowe ornamenty, wyżej drobne rośliny wyrastają ze szczelin. Za budowlami ciągnie się zieleń, a przy wodzie są odsłonięte korzenie dużych drzew.

Wat Traphang Ngoen: Budda przy stawie

Wat Traphang Ngoen leży na zachód od Wat Mahathat. Charakterystyczna chedi ma cztery wnęki z wizerunkami Buddy i zwieńczenie w formie pąka lotosu. Przed nią pozostały kolumny sali i siedzący Budda, obok stoi smukła postać Buddy kroczącego.

Jasne figury wyróżniają się na tle ciemnej cegły. Na murach i cokołach widać odpryski, odsłonięte warstwy i ubytki dekoracji. Tu również budowle stoją blisko wody; między nimi są szerokie fragmenty trawnika.

Wat Sa Si

Wat Sa Si stoi na wyspie pośród stawu Traphang Trakuan. Prowadzi do niej drewniany mostek. Główna chedi ma dzwonowaty kształt wywodzący się z tradycji lankijskiej, przed nią pozostały rzędy kolumn i siedzący posąg Buddy.

Wokół stawu rosną palmy i drzewa dające cień. Na wodzie leżą liście, przy brzegu kwitną krzewy, a czerwone poręcze mostku prowadzą prosto między kolumny. Z przeciwnego brzegu cała świątynia odbija się w spokojnej tafli.

Wat Si Chum

W Wat Si Chum wielki siedzący Budda wypełnia wnętrze masywnej ceglanej budowli. Wąska szczelina wejścia odsłania najpierw twarz, a dopiero po podejściu całą postać. Nad głową posągu widać niebo. Długie palce prawej dłoni, opuszczonej na kolano, pokrywa złocenie.

Tuż obok, pośród drzew, są niższe ruiny z kolejnym siedzącym Buddą. Mury mają niewielkie otwory i przejścia, przez które widać zieleń. Wielkie korzenie oplatają cegły, a w zacienionych fragmentach powierzchnie są znacznie ciemniejsze.

Powrót tuk-tukiem i obiad

W każdym miejscu spędzamy po ok. 20-30 min, oglądając, robiąc zdjęcia i nie śpiesząc się. Kiedy wydaje nam się, że powinniśmy już wracać tuk tuk zawozi nas pod pomnik wielkiego Buddy. Tu też nam się podoba. Wracając oglądamy pola ryżowe i inne przyjemne dla oka widoczki. Z kierowcą rozstajemy się z uśmiechem. Postanawiamy jeszcze coś zjeść – wybieramy jeden z barów zaraz obok kompleksu. Ceny nie najniższe ale jedzenie wporządku.

Na koniec na stole są makaron, mięso z dodatkami i zimne napoje. W misce są makaron, zielenina i kawałki mięsa. Na talerzu obok leżą smażone kawałki w panierce oraz miseczka sosu.

Podobało się? Podziel się wpisem