Indonezja – Dzień VII Droga do Pemuteran

Droga do Pemuteran

Adam, Lipek Czas czytania: 4 min 6 zdjęć

DojazdDzień VII Kawah Ijen → Dzień VII Droga do Pemuteran ? ~79 km

-
Pemuteran, Bali, Indonezja
Mapa: Pemuteran, Bali, Indonezja

Indonezja

Kraj

2013

Rok wyprawy

6

Zdjęć

4 min

Czas czytania

W jakiś bliżej nieokreślony sposób dotarliśmy na nadbrzeże. Nie pamiętam zbyt wiele z tego okresu. Możliwe, że spałem, albo zapadłem się w sobie, w swoją traumę. I jeszcze Lipek powiedział, że nie lubi, gdy mu mówię, że go nienawidzę (standardowy tekst przy górzystym terenie, gdzie mnie ktoś ciągnie).

Komentarz Lipka

No bo po co on to mówi, skoro i tak wszyscy wiedzą, że mu się podoba.

A uczucia trzeba uzewnętrzniać, bo człek może pęc. Albo pęknąć. Albo cokolwiek. Nie to nie, pęcne se sam, jak on taki jest. Dojechaliśmy do portu, zapłaciliśmy ostatnią część płatności za wycieczkę i Michał triumfalnie spojrzał na Lipka – nie zabili nas, było dobrze – więc o co było tak schizować? Grześ udał, że zapina plecak i jest tym śmiertelnie zajęty.

Przeprawa na Bali kosztowała nas po 6000 irs.

Komentarz Lipka

Dwa złote za prom… Nieźle!

Prom był duży, muzyka trululała, nawet tekst do śpiewania karaoke był. A zespoły jakie, a jakie teledyski! Nasze diskopolo sprzed 15 lat. I artyści, wystylizowani na światowe gwiazdy… Wypas.

Na Bali jednak humor klapł lekko. Autobusu brak, transportu brak. Na dworcu zaproponowali nam albo publicznego busa, który odjedzie jak się zapełni, zapewne za jakieś 3 tygodnie, albo prywatny transport za 300.000 (jakieś 100 pln). Nie ma mowy, mamy czas, czekamy na Bemo (lokalny busik – ichni standardowy środek transportu). Pan od prywatnego transportu zszedł do 150.000, niżej nie chciał. Poczekaliśmy sobie grzecznie z godzinę, ale nikt nie pojawił się na dworcu – zero chętnych by jechać gdziekolwiek. Z kierowcą busa wynegocjowaliśmy, że płacimy 150.000 i wiezie nas już teraz. Znaczy może nie z kierowcą, a z jakimś lokalesem, który robił za translator i zapewne dostał swoją dolę, ale jednak zostały nam tylko 2 tygodnie urlopu i perspektywa spędzenia ich na tym urokliwym dworcu autobusowym nie przekonała nas. Najlepsze, że targowaliśmy się zajadle, myśląc, ze do Pemuteran jest 12 km – okazało się, że jest 2 albo 3 razy dalej.

Komentarz Lipka

To prawda. Mapy Lonely Planet nigdy nie były najlepsze, ale te dla Indonezji już nie raz wprowadziły nas w błąd.

Może to dlatego lokalesi niechętni byli do zejścia z ceny… Kurowozem na kołach pojechaliśmy w siną dal. Przez dziury w blachach, wyżarte korozją widać było asfalt pod nogami, ale jechaliśmy. I z sukcesem dojechaliśmy.

Wysiedliśmy pośrodku wioski i ekipa odpowiedzialna za rekonesans (Iwona, Michał i Adam) udała się na poszukiwanie noclegu. Trwało to z godzinę, albo półtorej i nie znaleźliśmy nic ciekawego, w rozsądnej cenie. Najtańsze były chyba 2 pokoje jadące wilgocią, 500 m od drogi, 1 km od plecaków, za 550.000. Wytargowaliśmy, że jeśli weźmiemy u właściciela snurklowanie, to zejdzie nam do 500.000 i da pokoje z klimą.

Komentarz Lipka

W tak zwanym międzyczasie zdążyliśmy z Niną kupić i wypić soczek, sprawdzić menu cafe naprzeciwko, pooglądać, jak pewna pani chodzi i rozstawia buddyjskie (?) kadzidełka na ulicy i przed sklepami oraz porozmawiać z panem, który miał uroczego małego pieska wożonego między nogami na skuterze. Dowiedzieliśmy się, że na Bali większość stanowią buddyści, którzy lubią wszelkie żywe istoty, a na Jawie mieszkają muzułmanie, dla których podobno psy to zwierzęta plugawe.

Po powrocie do Niny i Lipka zapytałem grzecznie i uprzejmie, czy może jednak nie warto dorzucić po 10 pln od osoby i w lepszych warunkach spędzić 2 dni… Chyba dopiero wtedy dotarł do wszystkich absurd sytuacji – nie zawsze musimy spać za grosze. Wobec tego Iwona i Lipek udali się w stronę bankomatu – bo rezerwy zostały tak uszczuplone, że ledwo na jakieś zakupy podstawowe starczyłoby, nie mówiąc o noclegu. Zaczepił ich człowiek przy jednym z hoteli, które odwiedziliśmy na początku, że ma pokoje. Tak, widzieliśmy, masz fajne pokoje, ale drogie i nie masz dla 5 osób. Pan powiedział, że on jest właścicielem i że można z nim ponegocjować, a co do pokoju to można dać materac…

Dostaliśmy taką cenę, że nie dyskutowaliśmy, tylko spakowaliśmy plecaki i podreptaliśmy szybko, by nikt nam nie zajął miejsca (od miejsca pobytu plecaków było to niecałe 100 m).

Nocleg jest w domkach, w ślicznym parku, jest basen, własne papaje do zjedzenia prosto z drzewa… Pokoje super czyste, ładne… a najlepsza jest łazienka. Otwiera się drzwi do łazienki, a tam prysznic, muszla, umywalka – na otwartym powietrzu (znaczy bez daszka, a nie bez ścian bocznych). Siedząc na sedesie można patrzeć w gwiazdy…

Komentarz Lipka

Łazienka zrobiła na mnie chyba najlepsze wrażenie, ale cały hotel jest fantastyczny. Zresztą sądzę, że jeszcze pojawi się w naszych relacjach, bo zarówno miejsce, jak i właściciel okazali się być więcej niż fantastyczni. Dość powiedzieć, że po zakwaterowaniu i prysznicu, a przed rejestracją, Suki (właściciel) podwiózł Iwonę do bankomatu tam i z powrotem na skuterze.

Po prysznicu poszliśmy jeszcze na obiad. I przynieśli jako sugestię obiadu ogromną rybę – w sam raz na 3 osoby… Iwona uznała, że umarła i jest w raju.

Na koniec dnia jeszcze zorganizowaliśmy sobie na jutro trekking po parku i snurklowanie z łodzi. Dzień skończyliśmy na basenie, pod gwiazdami, pijąc rum jamajski z colą. Takie wakacje, to ja rozumiem. Nawet już trochę mniej nienawidzę Lipka, ale ćssiii, nie mówcie mu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *