Indonezja · 2013

Indonezja -Dzień II Okolice Yogyakarty, Prambanan

Adam, Lipek Czas czytania: 5 min 72 zdjęć

DojazdIndonezja Dzień I → Indonezja -Dzień II Okolice Yogyakarty ? ~17 km

Indonezja -Dzień II Okolice Yogyakarty, Prambanan
Prambanan Temple, Jalan Raya Solo – Yogyakarta, Kranggan, Bokoharjo, Sleman Regency, Yogyakarta, Indonezja
Mapa: Prambanan Temple, Jalan Raya Solo – Yogyakarta, Kranggan, Bokoharjo, Sleman Regency, Yogyakarta, Indonezja

Indonezja

Kraj

2013

Rok wyprawy

72

Zdjęć

5 min

Czas czytania

Do Prambanan ruszyliśmy z Yogyakarty o ósmej, po śniadaniu w zastępczej knajpie. Po drodze były Sambisari i Candi Sari, na miejscu przewodnik z dość wąskim kręgiem zainteresowań, a później Sewu i teatr cieni. Borobudur też mieliśmy w planie, ale po południu przyszła ulewa. Ten dzień naszej podróży po Indonezji przypadł na kwiecień 2013 roku. Podane ceny i warunki zwiedzania dotyczą tamtego wyjazdu.

Śniadanie przed wyjazdem z Yogyakarty

Auto umówione mieliśmy na godzinę 8. Naszą ulubioną knajpę otwierają 7:45 – więc ze śniadankiem byśmy mieli kłopot

Komentarz Lipka

Zasadniczo o 7:30, ale dreptaliśmy tam koło 7:25 i nie wyglądało, że zaraz otworzą.

Wstaliśmy 6:30 (Lipki to pewnie 7:29) i po zimnym prysznicu skoczyliśmy na śniadanko do innego lokalu. Okazało się, że kolejna knajpa otwarta jest od 6:00.

Komentarz Lipka

To potwarz. Wstaliśmy wcześniej, ale prysznicujemy się wieczorem, więc nie musimy wstawać godzinę wcześniej!

Jedzenie było gorsze niż w naszej (UK) Ulubionej Knajpie, ale bez przesady. Nasz kierowca ma na imię Kiero. To bardzo upraszcza zapamiętywanie…

Sambisari: mała świątynia poniżej poziomu terenu

Jechaliśmy w stronę Pramabanan, jednak po drodze zahaczyliśmy najpierw o świątynię z hinduistyczną z IX wieku – Sambisari. Została wykopana przypadkiem i 21 lat składali kawałki kamieni jak puzzle 3D. Świątynia nie jest wielka, ale całkiem ładna.

Candi Sari koło Prambanan

Następnie pojechaliśmy do świątyni Candi Sari, rzut sombrerem od Prambanan. Ta była inna, mniej strzelista, a bardziej kwadraciasta. W sumie to 3D, więc sześcienna.

Wstępy do tych świątyń nie są biletowane ale płaci się „datek” w wysokości 2000rs za osobowejściówkę. Świątynie są fajne z dwóch względów. Po pierwsze są małe, a po drugie – praktycznie nie ma tam turystów. Ta pierwsza świątynia jest polecana dla kobiet, aby nabierały sił. Ne wiedzieć czemu wszystkim utkwiła w głowie wizja, że silniejsza kobieta będzie się bardziej spełniała w kuchni…

Komentarz Lipka

Na miejscu były poprzebierane dzieci z rodzicami, co chwilę któryś rodzic pytał, czy może zrobić zdjęcie swej pociechy z nami. W sumie później w innych świątyniach też nas zaczepiali, ale na taki dość miły „chiński” sposób – przepraszam, czy mogę sobie zrobić zdjęcie z Panem? Ewentualnie robią zdjęcia z ukrycia, natomiast nie takiej chamówy i fotek na bezczela jak w Indiach.

Kamienne kapliczki w okolicach Prambanan

Między wysokimi budowlami stoją mniejsze kamienne kapliczki. Część zachowała dachy i rzeźbione ściany, z innych zostały niskie podstawy i rozsypane bloki.

Z bliska widać twarze kamiennych strażników, zdobienia nad wejściami i wąskie przejścia do wnętrza. Dalej od murów otwiera się widok na pola i wulkan.

Prambanan: bilety i pierwsze wrażenia

Następnie podjechaliśmy do Prambanan. Wejście kosztuje niemało – 171 000 za osobę (jakieś 60PLN) i cały czas zastanawiam się, czy było warto. Z jednej strony to nie majątek, a z innej – porównując do 2000 za wcześniejsze świątynie… to trochę za dużo. Ale jest pod opieką UNESCO, więc za to się płaci. No i w sumie za obsługę – powitalna darmowa kawa/herbata/zimna woda, kolejka/pociąg w środku parku… Co nie zmienia faktu, że mam mieszane uczucia. W sumie mógłbym zobaczyć to zza płotu i też byłoby ok.

Przewodnik po Prambanan i jego zainteresowania

Za 75000 wzięliśmy jeszcze przewodnika – autora czterech książkowych przewodników po Prambanan, opętanego obsesją cycków. Co świątynia, to konfidencyjnym szeptem z roziskrzonymi oczkami mówił – „ TU JEST POSĄG KOBIETY Z NAGIMI PIERSIAMI!!!” . I to nie tylko do nas, ale do wszystkich przechodzących. Widać tabu nagości mocno daje się we znaki.

Komentarz Lipka

Nie tylko cycków – co chwilę wszędzie widział też penisy i waginy, a przy kulminacyjnej płaskorzeźbie silnej kobiety trzymającej mężczyznę za penisa, z rozpostartymi nogami, uparł się, że Iwona musi koniecznie mieć zdjęcie, jak trzyma tego samego penisa…

Dołączyła do nas para z polski – Jaga i Łukasz, podróżujący od 1,5 miesiąca po „okolicach”… i jeszcze łobuzy pół miesiąca zwiedzać będą. Zazdrościmy!

Prambanan po Khajuraho

Prambanan był ładny, ale po Kajuraho już nie robił wrażenia. „Ładne ale…”

Komentarz Lipka

To prawda, Kajuraho w Indiach ładniejsze. Nagromadzenie i wielkość świątyń powoduje, że właśnie Prambanan jest tym centralnym punktem zwiedzania.

Sewu i plan zdjęciowy

Chyba najfajniejszym kawałkiem było po przejechaniu się kolejką do świątyni Sewu, jak okazało się, że jest tam nagrywany film/serial/telenowela

Komentarz Lipka

albo po prostu zdjęcia, bo kamery tam nigdzie nie widziałem

– pooglądaliśmy chwilę, puszczano dym i było ciekawie.

Teatr cieni i prawdziwe cymbały

Po tym wszystkim pojechaliśmy na przedstawieni z lalkami ze skóry – teatr cieni. Nie powaliło nas to jakoś specjalnie – chyba robimy się malkontentami. Za komentarz niech będzie pytanie na koniec – „to już? Ale to już koniec? Chyba powinniśmy klaskać? Klask, klask.” Najciekawsze z tego było jak Iwona z Lipkiem grali na cymbałach. Albo czymśtam cymbałopodobnym.

Komentarz Lipka

Nie bójcie się, nie waliliśmy Adama po głowie. Były tam prawdziwe cymbały.

Obiad w drodze do Borobudur

Następnie pojechaliśmy w stronę Borobudur. Blisko niego mieliśmy zamówiony wypaśny obiad. I kolejny raz okazało się, że jednak samemu sobie organizując, jest lepiej. Za kolosalną kasę – bo prawie 100 000 od głowy (ze 30pln – wiem, wiem w PL sobie za tyle nie poszaleję, ale tu są inne warunki) dostaliśmy ogromny obiad – zupę i z 5 czy 6 dań do podziału, na koniec deser. Poza makaronem nic jakiegoś takiego, co by nas na kolana powaliło, jedliśmy tu już smaczniejsze jedzenie. I 15 razy tańsze. Ale dość malkontenctwa. Lokal był świetny, taki ni to namiot, ni to półotwarta wiata nad stawem, wśród zieleni, taki Hilton w wersji polowej.

To na plus. I kible europejskie. I papier. I woda. Jest super, nie marudzę!

Komentarz Lipka

Ja miałem kibel azjatycki, ale też nie marudzę, bo zdążyłem się przyzwyczaić :) .

Ulewa zmienia plany

Nie wspomniałem jeszcze, że jadąc do Borobudur złapał nas, o dziwo deszcz. W sumie minęła 14 więc czas na deszcz, nie? Ulewa ogromna. Wobec tego zmieniliśmy plany i Borobudur zobaczymy jutro o wschodzie słońca.

Świątynia i ogród po drodze

Przy kamiennych schodach i posągach jest tu znacznie więcej zieleni. W ogrodzie, pod drzewami, stoją kolejne figury Buddy, a w wodzie pływają szerokie liście.

Pociąg czy samochód na Bromo i Kawah Ijen?

Wróciliśmy do Yogyakarty, oddaliśmy bilety pociągowe tracąc 25% ich wartości, ale uznaliśmy, że wynajmiemy sobie auto z kierowcą do pokonania trasy do Bromo, Kawah Ijen i następnie do przeprawy na Bali. Czasowo wychodzi to o wiele lepiej, a finansowo podobnie.

Wieczór miło spędziliśmy z Jagą i Łukaszem w knajpie przy piwie i deserach.

Jutro wstajemy o 3 rano… już się cieszę! Halo, cieszę się! Jestem zadowolony!

Podobało się? Podziel się wpisem