Do Dawit Gareji dojechaliśmy z Sighnaghi. Michał został przy klasztorze Lawra, a my ruszyliśmy do grot Udabno i rozdzieliliśmy się na ścieżkach. Ja wybrałem podejście, na którym szybko zabrakło mi oddechu, ale trafiłem na groty z freskami i widok na Azerbejdżan. Po zwiedzaniu czekała nas jeszcze długa droga przez Tbilisi do Kazbegi. To relacja z 17 października 2011 roku; opis drogi i dostępu do grot dotyczy tamtej podróży.
Z Sighnaghi do Dawit Gareji
Wstaliśmy skoro świt koło 7.Wciągneliśmy śniadanko. Helga na uprzejme pytanie Lipka, gdzie podział się jej mąż, namamrotała się pod nosem o polakach i poszła w cholerę. Coś jej gdzieś. Zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy w drogę. Prowadziła Iwona z gruzińską fantazją, ale niestety używała kierunkowskazów, i nie wyprzedzała jak nie było nic widać. Ale jeszcze się wyrobi… jechała 120km/h.. i to sporo czasu, zwolniła, ale tylko delikatnie, jak skończył się asfalt. Dopiero zareagowałą na głośne krzyki z tyłu, że nie wiezie pyr czy innych kartofli, a ludzi, bo lataliśmy po całym aucie.








Dojechaliśmy do Dawit Gareji bez problemów. Krajobraz, który nam się ukazał był przepiękny. Bardzo surowy, niemal księżycowy, ale kolory ziemi, lekkiej czerwieni, gdzieniegdzie błękitu – rewelacja.


Lawra i podejście w stronę Udabno
Michał, ze względu na nogę, zrezygnował ze wspinaczki, wszedł z nami tylko do do Lawro, zespołu klasztornego.








Początki Dawit Gareji sięgają VI wieku. Kompleks założył Dawid z Gareji. W skałach zachowały się cele mnichów, zbiorniki na wodę i freski.
My zaś podreptaliśmy w kierunku grot, czyli Udabno ze względu na brak koncepcji kierunku, gdyż oznakowanie było kiepskie, rozdzieliliśmy się. Lipki z Niną poszli niższą ścieżką, a ja jak jakiś kretyn polazłem drogą dla orłów… Nadyszałęm się jak świnia, ale dotarłem do szczytu.
















Widok na Azerbejdżan
Ukazał się widok na Azerbejdzan. Kompletnie inny widok – płaskie stepy – szok po prostu.



Znalazłem drogę w stronę, w którą poszli LIpkoNIny Jak ranna kozica pomknąłem w tą stronę. Dysząc jak lokomotywa… Gruzin pokazał mi wejście do największej jaskini, której sam bym raczej nie znalazł. Wysłałem SMS, że jak za 15minut ich nie spotkam, to zawracam, Chwilę później z góry słyszę głos Iwony – „OOOO Adam tam jest!” Okazało się, że poszli przez jakieś krzaczory i długo im zajęło.




Groty Udabno i freski
Zaprowadziłem ich do jaskiń, zobaczyliśmy freski, fresk ostatniej wieczerzy, i dalej podreptaliśmy drogą, którą ja przyszedłem. Zeszliśmy na dół, gdzie czekał już lekko wściekły, bo daleka droga przed nami była.














Przez Tbilisi w stronę Kazbegi
Pojechaliśmy na Kabzegi. Dojechaliśmy do Tbilisi, skręciliśmy na obwodnicę. Na mapie gruba czerwona linia. Momentami przypominało to drogę, a momentami jechaliśmy 10 na godzinę po tłuczonych kamieniach. Michał wyprowadził nad bezbłędnie na kolejną drogę, już za Tbilisi, na Kabzegi i pojechaliśmy żwawo. Droga była naprawdę niezła. Do pewnego momentu. Gdy zaczęła piąć się ostro w górę, asfalt się skończył. Dookoła majestatyczny Kaukaz, wysokie góry… a w pewnym momencie dojechaliśmy na wysokość niektórych szczytów. Przełęcz była na ponad 2000 metrów. Następnie zjechaliśmy w dół. Zaczęło się ściemniać. Okazało się, że jak tylko zjechaliśmy z przełęczy, droga poprawiła się. Około 19 dojechaliśmy na kwaterę….






Wieczór w Kazbegi


